Bibi to piękna śnieżnobiała 9-letnia kotka. 1 kwietnia urodziła córeczkę Śnieżkę i nie był to jej pierwszy poród.
Jak to się stało?
Jak to się stało?
Otóż w tym roku diametralna zmiana - myślę, że to zasługa nowego dyrektora Departamentu Ekologii, bo dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska ten sam.
Mało tego, w okresie grudzień-luty, kiedy kończą się sterylki ze starego przetargu, a jeszcze nie zaczęły z nowego - też nowy dyrektor znalazł środki na kilkadziesiąt zabiegów.
Bo tak - latem 2017 pomagałam szukać rudego Alfika - kota, który uciekł po drodze do weterynarza. Niektórzy pewnie pamiętają, akcja była głośna i długa - miesiąc chyba trwały poszukiwania. Alfik ma teraz ok.7lat i nareszcie dobry dom,
Ale najpierw o tej, na którą patrzę z ostrożnym optymizmem - o czarnej kotce z ulicy z nowotworem. Jakoś na początku stycznia 2022 zadzwoniła P.Teresa, że jedna z kotek ma ogromną ranę na plecach. P.Teresa już sama nie karmi, zdrowie nie pozwala, ale karmią koleżanki, a sama p.Teresa to jedna z wzorcowych karmicielek - wszystkie koty sterylizowane, pisałam o tym w tekście „Trochę optymizmu 2”.
Smętnie zawsze piszę, cóż, traktuję to pisanie trochę jak psychoterapię - wyrzucić z siebie to, co uwiera, podzielić się problemem, może kogoś skłonić do myślenia, otworzyć czyjeś oczy… i właśnie takie coś niedługo napiszę, o kolejnych kotach, którym pomóc nie zdążyłam… Ale przeglądając zdjęcia znalazłam te, które zaraz pokażę - trochę optymizmu w codziennej szarości.
Jest kilka rzeczy, z którymi bardzo trudno mi się pogodzić. Np. bezmyślność, np. widzenie tylko czubka własnego nosa… Bezmyślne lenistwo…
No nie mam dobrego nastroju. Powody?
Po pierwsze i najważniejsze - bezsilność, bo po olewaniu przez UMŁ tematu sterylek kotów wolnożyjących przez 1,5 roku - od grudnia 2019 do maja 2021. Ręce mi opadły. I chyba nie tylko mnie. Taką ilość kociąt, tyle próśb o pomoc - pamiętam sprzed wielu, wielu lat.
Amorek też wiedział gdzie mieszka. Znał okolicę - przybłąkał się mniej więcej rok temu i został. Blisko mnie, znam tę posesje - porządny dom, porządne ogrodzenie, brama do samej ziemi. W sumie - bezpieczne podwórko. I dobrze, że tam wrócił.
Dało się.
Kosztowało trochę czasu i wysiłku - jeżdżenie po wybojach na obrzeżach miasta, zostawianie liścików w furtkach tudzież rozmowy z ludźmi patrzącymi na ich zdaniem wariatkę - o jakieś chore koty pyta - ale udało się.
A więc - lipiec 2020, telefon, że kot podwórzowy źle wygląda. Mieszkańcy karmią, karmę dosyła dawny mieszkaniec i opiekun znad zachodniej granicy - tam teraz mieszka. Złapać kota i do weta nie ma kto…
opowiedziała Kasia