W ostatni poniedziałek zadzwoniła Marta - na spacerze widziała dwie ciężarne kotki i cztery kociaki, od razu ustaliła kto i gdzie je karmi. Z uwagi na czas urlopowy, przez tydzień karmienie przejmuje „zastępca”, osoba dokarmiająca wraca w kolejny poniedziałek. Pierwotnie plan złapania i sterylizacji miał zostać odłożony czasie do powrotu karmicielki - będzie łatwiej złapać ciężarne kotki. Kociaki? No nie ma na nie pomysłu…
Tydzień - z doświadczenia wiem, że jak po kotce widać ciążę, to przeważnie tego tygodnia nie ma. Stawiam sprawę jasno: trzeba działać szybko!
Czy znam Martę? Nie - podobno dzwoniła rok temu z kocim problemem, który sam się rozwiązał, ale nie pamiętam…
Już się mocno wycofuję z działania, ale Marta zrobiła na mnie wrażenie osoby, która chce realnie, fizycznie pomóc, a nie „zgłasza problem” i otrzepuje ręce. A dodatkowo pojawiła się osoba, która zadeklarowała przyjęcie kociaków na tymczas - bo kociaki to zawsze jest problem.
Zostawić? Jeśli karmiciele nie wysterylizowali kotek, pewnie nie będą pamiętać o sterylizacji kociaków za 4mce. Albo już nie będzie miejskich sterylek. Ja pamiętać nie będę, wiem o tym. Dlatego - oprócz wycofywania się z kociej działalności generalnie, tym bardziej nie angażuję się w sytuacje, gdzie kociaki zostają.
Wg ustaleń Marty kotki biało-bura i czarna, kociaki jedno biało-bure i trzy czarne.
Karmione podobno o zmroku, koło 21szej - pojechałyśmy we wtorek, niestety z jedną tylko klatką - moje pozostałe łapią gdzieś w terenie. Mniej więcej po godzinie pojawiły się dorosłe kotki, dały się musnąć - ale nie złapać. Kociaki szeleściły w krzakach.
Jedzonko pachniało - wabiłam biało-burą puszeczką, zaczęła wchodzić do klatki, dopchnęłam.
Marta w tym czasie próbowała złapać czarną - ale kotka trzymała dystans do obcej osoby.
Przepakowałyśmy biało-burą do kontenerka, nastawiłyśmy klatkę - kociaki zaczęły się bawić, tzn. czarne wchodziły do klatki, biało-bura na klatkę, na klapkę - i klatkę zamykała - niestety bez małych czarnuszków, bo umykały. Marta wabiła je gałązką, kusiła miseczką - bawiły się, owszem, ale żeby podejść pod rękę - co to, to nie.
Czyli tylko klatka…
Ciemno się zrobiło, późno, czarny kształt zamajaczył w klatce - kociak? Nie, duża kotka - czarna. Znów do kontenerka, i znów klatka czeka.
`
Z nadzieja na więcej, wróciłyśmy na miejsce przed świtem. Na pewno pomogło kocie miauczenie puszczane przez Martę z telefonu. Kociaki pojawiły się. Nie pamiętam jak długo czekałyśmy, ale najważniejsze że skutecznie - złapała się mała biało-bura. Mała do kontenerka - czekamy na dwa czarne. Nie doczekałyśmy się… Tzn były, ale nie dały się złapać. A potem zdecydowanie poszły spać.
Noc, na szczęście nie upalna, maleństwo jedzie do „niby biura” do klatki, kotki przenocują w samochodzie, rano o godz. 9-10, kierunek lecznica i zabieg.
Pełne nadziei na sukces, umówiłyśmy się w tym samym miejscu przed wschodem słońca na czuwanie przy krzakach z klatką łapką. Ale było warto! Jedno małe czarne kocię, udało się złapać i dołączyło do swojej siostrzyczki.
O 19tej wet i przegląd wstępny, potem do dt - dziękujemy Karolinie i P. Ewie.
Znów wieczór (środa), znów czekamy - ponieważ kociaki poruszały się pod dwóch posesjach, a nie-karmienie miałyśmy ustalone jedynie z mieszkańcami pierwszej, Marta poszła pogadać z panią z sąsiedniej nieruchomości - rozmawiała bardzo długo, bałam się, że trafiła na opornych sterylkowo, ale nie - szczęśliwie pani zgodziła się wstrzymać karmienie. I dobrze, bo kociaki z pełnymi brzuszkami przyszły w dobrych nastrojach, klatkę obejrzały z umiarkowanym zainteresowaniem, i zaczęły się bawić. Pojawił się czarny pewnie „kocur-tatuś”, zabawa w najlepsze, a my ledwo siedziałyśmy - przypomnę, pobudka przed 4tą rano.
Czyli trzeba oprócz dwóch maluszków jeszcze na kocurka się zasadzić…
Czwartek - tylko wieczór, świtu nie wytrzymamy.
Siedzimy, czekamy, cisza. Ani dużego, ani małych. Może choć jeża, żeby nie tak całkiem beznadziejnie… Rezygnujemy, ruszam po klatkę, Marta zatrzymuje mnie w pół kroku bo coś się rusza - chyba weszło, ale czy zamknęło? Wytężam ślepe oko, Marta widzi lepiej - zamknięte. Lecę po klatkę - a w niej dwa! Oba czarnidełka. To może do kontenerka i poczekamy na kocurka?
Poczekałyśmy, nie przyszedł.
Kociaki do „niby biura”, potem do weta, potem do dt.
A my - dziś znów upojny, tym razem piątkowy wieczór przy klatce - z nadzieją, że piękny brunet przyjdzie.
Wiadomość z ostatniej chwili - czarne przystojniaki są dwa…
Trzymajcie kciuki, jutro sobota, nie wiem, która lecznica się zlituje i przyjmie, ale koty na razie nie dostają jeść, w poniedziałek wracają po sterylce kotki i sensowne „okienko czasowe” na łapanie to niestety najbliższe dni - weekend…
Słówko wyjaśnienia - zdjęcia te lepsze robiła Marta, te cienkie moje. Kotki - na naszą prośbę sfociła P.Dr - dziękujemy. Z samej akcji zdjęć brak - sprzętu do nocnych nie mamy… I ja jakoś nie pomyślałam, żeby pstrykać to co się da, tym co się ma…
UZUPEŁNIENIE 2026.08.01
Sobota - wczoraj cudem udało się złapać czarnego potężnego kocurka. Cudem, bo ledwo dojechałam na 22gą, czyli porę, kiedy przychodzi jeść. A ledwo, bo o 17.40 dostałam wiadomość, że na działkach złapała się kotka, a zaraz potem druga i nie da rady dowieźć ich przed 19tą do lecznicy, bo nie ma stosownego transportu. Dojechały do mnie dopiero na 22gą… Dziś sobota, lecznice generalnie nie przyjmują, bo weekendowo / urlopowa zmniejszona obsada i krótki czas pracy, poza tym trzebaby w niedzielę do kotów zajrzeć, a lekarze też chcą mieć wolne. Udało mi się uprosić i obiecali przyjąć, ciąć dopiero w poniedziałek, ale uznałam, że lepiej niech posiedzą u mnie w klatce - wdzięczna jestem lecznicom za chęć pomocy, ale nie chcę nadużywać.
Ad rem - pojechałam, ustawiłam klatkę, rozsiadłam się w samochodzie, włączyłam jakiś podkast. Co jakiś czas błyskałam światłami - nic. Po jakiejś godzinie miałam wrażenie, że klatka się zatrzasnęła - z daleka i pod kątem nie widzę, a siedziałam bez Marty z sokolim okiem - chciała spędzić wieczór z rodziną, a ja zawszę wolę większą ilość klatek niż ludzi przy łapaniu.
Czyli musiałam podejść do klatki - a tam czarne. Ciężkie, pewnie duże. Obejrzałam ile się dało, ucha postrzępione, ale nie cięte. Wstawiłam do bagażnika - nie śmierdzi. Może kastrat? Ale jak już złapany, sprawdzimy w lecznicy.
Nocował w samochodzie - temperatura normalna, okna uchylone, wytrzyma.
W nocy burza - potężna, dawno takiej nie przeżyłam. Pioruny biły prawie w drzewo, pod którym zaparkowałam samochód, deszcz lał wiadrami. Teoretycznie mogłam przynieść go do mieszkania - ale czy w stadzie mniej by się stresował? Ja na pewno nie, bo miałabym powódź w mieszkaniu,
Rano otwieram samochód oczekując zapaszku kocura i zapaszków jego reakcji na burzę - nic. W lecznicy od razu przyśpiony - zachowywał się dość spokojnie, mam wrażenie, że oswojony. Ale futro brudne, morda mordziasta, pompony zacne.
Plan na weekend - dziś wieczorem próbuję łapać kolejnego czarnuszka i mam nadzieję, że nie będę musiała czaić się na niego jeszcze jutro. Takie uczucia mieszane - jak się złapie dziś, będę mieć problem z przetrzymaniem do poniedziałku, ale wolną niedzielę, jak się nie złapie - znów tam sterczę… Bo potem wracają panny, wraca karmienie i w sumie nici z łapania,
W poniedziałek wiozę do lecznicy te dwie działkowe i może czarnuszka - kotki młodziutkie i wg mnie dość łagodne, jedna ma przekrzywioną główkę. Odbieram dwie złapane wcześniej + kocura i odwożę na miejsce. A resztę poniedziałku mam - mam nadzieję - dla siebie.
Trzymajcie kciuki - kolejny krótki raport z akcji będzie w komentarzach.
UZUPEŁNIENIE 2026.08.02
Nie ma co raportować, ani krótko, ani długo. Nie przyszedł żaden kot, a przynajmniej żadnego nie widziałam.
Odsiedziałam wczoraj grzecznie od 21.30 do północy przysypiając pod koniec mimo włączenia mojego ulubionego podkastu „Stan wyjątkowy”. Dziś znów jadę siedzieć, coś sobie włączę do posłuchania, a Wy trzymajcie kciuki porządniej!
I tradycyjnie bardzo poproszę - tym razem na już zrobione odrobaczenie i odpchlenie maluszków i na planowane za tydzień szczepienie - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz