niedziela, 6 września 2026

Walka z wiatrakami

 


Milion razy pisałam, że się wycofuję. Nie tylko dlatego, że skończyły mi się możliwości - lokalowe, finansowe, a nie postawię kotów, która już mam - sporo tego - w sytuacji „ratujcie, mam jedzenie jeszcze tylko na jeden dzień”.

Poza tym mam dość walki z wiatrakami, a raczej z głupotą ludzką - bo np. dziś - wiecie, że zginęła mi kotka oddana do pechowej adopcji, że jej bardzo poszukujemy. Pani marzyła o kocie, chciała maluszki, wyperswadowałyśmy, dziękowała za zaufanie. Kotką była zachwycona, bo przylepna, grzeczna. I po dwóch dniach od adopcji otworzyła drzwi, bo w mieszkaniu było gorąco.

To tak a propos głupoty, której mam bardzo już dość, Bo to nie owa pani teraz lata z ogłoszeniami i szuka kotki. Nawet się nie odzywa. I chyba lepiej dla niej.

Więc telefon - „no chyba mamy tę kotkę, sąsiad na działkę ją przywiózł, siedzi w szopie”. Pędzę, dojeżdżam, już przeniesiona do samochodu - nie ta. Dobra, mówię, wezmę, wytnę i przywiozę ją wam z powrotem. A po co pani będzie tracić pieniądze na sterylkę, niech tu zostanie. A kociaki? A, jakoś będzie, do schroniska się odda?

Dzwonię do schroniska - ponad setka kotów, karmicielki, które regularnie dostarczają kocięta - horror. Kilka razy ktoś ze schroniska podał takim osobom mój nr, udało się posterylizować. Ale są przeciwnicy sterylek…

No to dlatego mam dość.

Ale też pewnie wiecie, że kociaki z ostatniego tekstu „Jestem hyclem?” nie trafiły do obiecanego dt, tylko awaryjnie do mnie - odrobaczenie, leczenie, szczepienie, trochę oswajanie, bo czasu mam za mało. A od tygodnia są u Pani E. która wzięła na siebie oswajanie i razem z Karoliną adopcje. Tak przy okazji - ostatnia kotka z Zachodniej jest nadal niewysterylizowana, nie ma możliwości jej złapania. „Dzięki” okolicznym mieszkańcom.

No i Pani E. poprosiła, bym pomogła jej szefowej - obrzeża Łodzi, domki, sąsiad umarł, dwie kotki przychodziły na jedzenie, a ostatnio jedna przyprowadziła dwa podrostki, a druga przyniosła w pyszczku 6 maluszków. Trochę problem.

Mogłam odmówić? Nawet nie pytałam o domy tymczasowe. Kociaki na razie do nibybiura. Potem przejmie Pani E. Starsze wracają po sterylce / kastracji.

2026.09.03 (czwarterk) pojechałam z klatkami, pani przytomnie kotkę-matkę zamknęła w kotłowni, maluszki w kartonie. Wpakowałam w kontenerki, przy okazji łykając sporo kotłownianego kurzu. Klatki ustawione.


Szybciutko złapał się białorudy podrostek, kręcił się biały kocur, pokazała się matka podrostka - kotka z przetrąconą łapką. Ale żadne nie weszło do klatki.

Zabrałam kotkę, kociaki i podrostka do lecznicy, kocurek został na cięcie, reszta przegląd, odrobaczenie, odpchlenie. I niestety do mnie do nibybiura.


Bengale wściekłe - ledwo co zabrałam czwórkę z Zachodniej, chwilę spokoju miały, tylko mała szylkretka z Sokolnik została. Jeden to trochę koci tata, ale tu są kocice, nie podejdzie do malców, drugi nie cierpi drobiazgu. Bengalom szukam domu, ale porządnego, a nie takiego, co zachwyci się urodą i nie zaakceptuje charakteru. Szylkretce też szukam.

W piątek 2026.09.04 złapał się biały kocur, Państwo od razu zawieźli go do lecznicy. Ale późnym popołudniem do klatki weszła tri - siostra podrostka - i tu zrobił się problem. W soboty lecznice mają małą obsadę, nie sterylizują, i nie chcę przyjmować, bo kot siedziałby do poniedziałku, a pracownicy w niedzielę chcą wolne… Pojechałam po nią, matka - ta z przetrąconą łapką - nie odstępowała od klatki, próbowałyśmy złapać metodą „na kociaki” - bez skutku.


Zabrałam małą do nibybiura, poczeka do poniedziałku. W sobotę zabrałam z lecznicy podrostka, który okazał się mruczącym przytulaskiem, a Państwo dowieźli złapaną kotkę - matkę podrostków. Też oswojona.

Skutek - w nibybiurze mam kotkę + 6 maluszków, kotkę + 2 podrostki, dwa bengale + mała szylkretka, a za moment tę koteczkę z działek, bo co z nią zrobię po sterylce?


Zwariować można. Sterylki darmowe, klatki łapki są, pomoc w łapaniu też można znaleźć. Tylko odrobinę chcieć, żeby nie powiedzieć ruszyć (…).

Z pozytywnych rzeczy - dobrze, że jest Pani E., która chce oswajać te kociaki. Karolina, która skutecznie szuka im domów. Marta, która tuli, karmi, i pucuje. I widzi to, co ja przegapiam.

No i to, Państwo, u których te kociaki łapałam zapewniają im zabezpieczenie finansowe - za co bardzo, bardzo dziękuję.

Ale i tak poproszę - bo Zbyniu obsmarkany i na drogiej Solencji, mała Sisi, o której jeszcze nie pisałam, na razie się leczy, potem szczepienie, i ciągle coś.

Więc tradycyjnie bardzo poproszę - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz