Milion razy pisałam, że się wycofuję. Nie tylko dlatego, że skończyły mi się możliwości - lokalowe, finansowe, a nie postawię kotów, która już mam - sporo tego - w sytuacji „ratujcie, mam jedzenie jeszcze tylko na jeden dzień”.
Poza tym mam dość walki z wiatrakami, a raczej z głupotą ludzką - bo np. dziś - wiecie, że zginęła mi kotka oddana do pechowej adopcji, że jej bardzo poszukujemy. Pani marzyła o kocie, chciała maluszki, wyperswadowałyśmy, dziękowała za zaufanie. Kotką była zachwycona, bo przylepna, grzeczna. I po dwóch dniach od adopcji otworzyła drzwi, bo w mieszkaniu było gorąco.
