Sobota 2026.07.04. Znów tam byłam rano. Odsiedziałam dwie godziny, nic się nie złapało, za to sporo kotów się pokazało. Opisze skrótowo, bo czuję takie zniechęcenie i opad rąk, że właściwie „siadłszy płacz”.
Pamiętacie rozmnażalnię z przyległej posesji i panią, z którą rozmawiałam próbując nawiązać sterylkowe porozumienie? W ramach tegoż wysłałam jej zdjęcie burej kotki, którą po łapance odwiozłam na posesję.
O święta naiwności….
Dowiedziałam się, że koty wypuszcza się dwa tygodnie po zabiegu, nie cztery dni. Że nie wolno ich wypuszczać, trzeba znaleźć dobrych ludzi dla nich. Dzikie? U dobrych ludzi po dwóch tygodniach się otworzą. Kim ja w ogóle jestem, że ośmielam się łapać koty i skazywać je na śmierć? Co mi przeszkadzają kociaki? Program sterylek? Mam własny program? No to pani nagłośni ten program i zajmą się mną odpowiednie służby - ma adres, ma nazwisko, skończy z tymi moimi praktykami.







%20%E2%80%94%20kopia.jpg)









