Ile razy mówiłam, że kończę? Bo naprawdę chcę. Ale to jest zaklęty krąg, z którego nie daje się wyjść. Można próbować, można na jakiś czas, a potem znowu… Bo jest granica obojętności, z którą przechodzi się obok jakiegoś kota… Bo trudno nie zgarnąć na sterylkę mając świadomość, ze za chwilę kolejne kociaki będą gdzieś umierać. Bo one nie przeżywają.
Ile można tłumaczyć, że one „nie idą sobie”, bo gdyby wszystkie żyły, to potykalibyśmy się o nie. Ciąże, porody, karmienie wyniszczają organizm kotki, więc i one, i kolejne mioty są coraz słabsze, więc po co? Sterylki w większości miejsc są darmowe, klatki łapki powszechnie dostępne, pomoc wolontariuszy - pomoc, nie przyjdź i zrób - też, więc po co rozmnażać? Bo zgodnie z naturą? A po co chodzicie do lekarza, może też lepiej zgodnie z naturą pić ziółka na zapalenie płuc? Ech…





.jpg)
.jpg)







%20%E2%80%94%20kopia.jpg)


