poniedziałek, 6 lipca 2026

O święta naiwności

 


Sobota 2026.07.04. Znów tam byłam rano. Odsiedziałam dwie godziny, nic się nie złapało, za to sporo kotów się pokazało. Opisze skrótowo, bo czuję takie zniechęcenie i opad rąk, że właściwie „siadłszy płacz”.

Pamiętacie rozmnażalnię z przyległej posesji i panią, z którą rozmawiałam próbując nawiązać sterylkowe porozumienie? W ramach tegoż wysłałam jej zdjęcie burej kotki, którą po łapance odwiozłam na posesję.

O święta naiwności….

Dowiedziałam się, że koty wypuszcza się dwa tygodnie po zabiegu, nie cztery dni. Że nie wolno ich wypuszczać, trzeba znaleźć dobrych ludzi dla nich. Dzikie? U dobrych ludzi po dwóch tygodniach się otworzą. Kim ja w ogóle jestem, że ośmielam się łapać koty i skazywać je na śmierć? Co mi przeszkadzają kociaki? Program sterylek? Mam własny program? No to pani nagłośni ten program i zajmą się mną odpowiednie służby - ma adres, ma nazwisko, skończy z tymi moimi praktykami.

Żądała informacji czyli podania nazwisk i adresu karmicieli, którzy kotami się opiekują itepe itede itepe.

Właściwie nie odzywałam się, próbowałam coś tłumaczyć ale co tu tłumaczyć osobie, która nie wie o miejskich sterylkach, nie śpi na kasie czyli jeśli w ogóle sterylizuje odpłatnie, to raz na dwa-trzy miesiące…

Pozostaje właściwie naprawdę skończyć z tymi „moimi praktykami” - co akurat jest zgodne z moimi planami, jak ostatnio pisałam.

Czy się boję? Nie. Kto do mnie przyjdzie na wniosek tej pani? Policja? Straż Miejska? Co im zgłosi? Że sterylizuję dzikie koty w ramach jakiegoś programu i wypuszczam po czterech dniach zamiast szukać domów? Organizacje? Sporo wolontariuszy kojarzy mnie z nazwiska czy z FB i mniej więcej wie, co robię. Więc nie, nie boję się. Odpadam, bo syzyfowe prace to nie mój świat.

Ad rem - na wjeździe przywitało mnie coś bure, nie zdążyłam sfocić. Na dachu siedziała szylkretka - pewnie siostra wczorajszej, ale ze zdecydowanie większą ilością plamek.


Rozstawiłam klatki, zaraz pojawiło się białe z ciemnym ogonkiem, pojadło z klatki, ale nie weszło. Po nim przyszło bure pingwinowate - nie udało mi się zrobić im takich zdjęć, by widać było uszka. Białe raczej nie cięte, pingwinowate - też chyba nie - oba młode i nie znane mi z marcowych wizyt. Oba przybyły z kierunku rozmnażalni - właśnie sobie uświadomiłam, że i w marcu, i teraz wszystkie koty stamtąd przychodziły. W komórkach mają budki, ale nie korzystają z nich - tylko przychodzą jeść.

Ewentualnie przychodzą urodzić albo przynoszą maluszki - bo na podwórku mniej kotów niż w rozmnażalni. Chociaż trochę nie chce mi się wierzyć, żeby kotka po dachach przeniosła całą piątkę - na ogół jakieś kociaki pogubi, miałam przykład na działkach - vide teks „Święty spokój” października 2025.


Jasna tri - ta, co zdaniem karmiciela jej nie ma - posiedziała na dachu, znikła, potem obserwowała mnie z komórki, a potem dała sobie zrobić zdjęcie z widocznym naciętym uszkiem.


Znane mi od marca z osobistego łapania białoczarny i bura pingwinka - oba wycięte - zdecydowanie informowały, że są głodne, więc nakarmiłam.


Odmeldowały się jeszcze trzy koty, które widziałam w marcu - dwa zakumplowane spore burasy z ciętymi uszkami, wtedy też trzymały się razem, i bure coś z uszkiem chyba naciętym śladowo.


Czyli do złapania - szylkretka wyraźnie wybarwiona, czarne, bure pingwinowate, białe z ciemnym ogonkiem, , chyba czarny pingwin - to te spore, które widziałam, takie pod rok. A ile mi się nie pokazało, nie przyszło z sąsiedniej rozmnażalni? Byłam tam przecież tylko kilka godzin,

Za chwilę podrośnie i zacznie przychodzić miot urodzony około 23 marca.

Da capo al fine albo wkoło Macieju.

Już nie chcę, odpadam.

Mam stare, już chore albo za chwilę chore koty, większość to trudnoobsługiwalne dzikunki. Robię co mogę, pochłania mi to sporo czasu - nie chcę go tracić na angażowanie się w takie beznadziejne sytuacje jak ta opisana.

Coś pozytywnego? Pamiętacie rudego pokręconego Zbynia, zbiórka na lek dla niego - Solencję - ciągle podpięta na moim profilu.



Otóż Zbyniu wyszedł spod kanapy, jakoś wdrapał się na stolik, zapozował do zdjęcia i pozwolił się pogłaskać po główce. Zbyniu nie jest dzikim kotkiem, ale przez chory kręgosłup - ogromne zwyrodnienia - prawdopodobnie był bardzo obolały. Po Solencji czuje się lepiej, za dwa tygodnie kolejna dawka.

Czyli jak zwykle poproszę - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz