sobota, 6 czerwca 2026

Zbyniu

 


Pewnie wiecie, że wycofuję się z kociej działalności. A przynajmniej bardzo się staram - zmęczenie, wypalenie, emerytura, domowe staruszki chorują - więc koszty.

Ale czasem nie umiem odmówić? Przejść obojętnie?

Więc zaangażowałam się w szukanie dwóch uciekinierów - na razie bez skutku, nie pojawiają się we wskazanych miejscach, ale ani opiekunki, ani ja nie rezygnujemy - jak się zlokalizuje ich stołówki, będziemy znów łapać. W ramach łapania jednego z nich mam dziką staruszkę z nowotworem listwy mlecznej…

No i historia z ostatnich dni - wracam sobie pociągiem z uroczego imieninowego weekendu, dostaję kilka wiadomości - wysyłają, wywołują. Zajrzałam.


No tak. Tradycyjnie dużo dobrych rad od osób słabo zorientowanych. Więc po raz kolejny wyjaśnię - w Łodzi nie ma, albo ja nie znam osób zajmujących się „takimi interwencjami”. Są fundacje, które mają wolontariuszy - ludzi jak każdy pracujących, z rodzinami itp. Animal Patrol przyjedzie, ale kota łapać nie będzie, trzeba mu „podać”. I generalnie do kotów powypadkowych. Kot nie kamień, nie siedzi i nie czeka, aż ktoś przyjdzie i wtedy da się grzecznie złapać - no chyba że leży i całkiem ruszyć się nie może - drastyczne, ale goniłam wytrzewionego kota, bo próbował uciekać. Więc takie łapanie to ani nie prosta, ani nie szybka akcja.

A opieka medyczne ze strony miasta - to leczenie kociego kataru i urazów mechanicznych, oba bez hospitalizacji.

To tak do zejścia na ziemię.

Skontaktowałam sią z autorką posta, niewiele z tego wyszło, propozycja opieki weterynaryjnej w zaprzyjaźnionym gabinecie, na szczęście karmcielka Iza mogła pomóc. Więc prosto z pociągu - samochód pod dworcem, łapka w samochodzie - pojechałam, akurat na godzinę karmienia, I tyle. Kot nie przyszedł. Dla porządku - niedziela 2026.05.24.

Dokładnie dwa lata temu - maj 2025 - łapałam na przyległych działkach, dzięki idealnej współpracy działkowiczów - Małgosi i Oli z dzieciakami udało się tam wyłapać wszystko, łącznie z maluszkami i ich oporną mamą - to Ola i dzieciaki, oni też znaleźli domy. Rudy też mignął - ale nie dał się złapać. Szukałyśmy go na tych działkach, wisiały ogłoszenia - nic. Małgosia rok później zrobiła mu zdjęcie, też nie dał się złapać, ponownie pojawił się na początku maja - w 2025 wyglądał całkiem nieźle, w 2026 - gorzej.


A tak wyglądał 2026.05.20 - tuż przed alarmem na FB.


Koty to dziwne zwierzęta - puchate, widać że chude jak już praktycznie są szkieletami… Ukrywają złą formę i choroby - i często na pomoc za późno…


Czyli czasu nie mamy. Wydzwoniłam znane mi okoliczne karmicielki i działkowiczów - nikt go nie widuje regularnie. Małgosia postawiła klatkę na działce - klatka stała dzień i noc, regularnie sprawdzana. Złapał się czarny dzikusek, śliczna oswojona Dymka i oczywiście kilka jeży. Koty wycięte, czarny wypuszczony, Dymka szuka dt na czerwiec - ma ds od lipca

Po działkach lata jeszcze takie bure z białym - przypominam, że w 2025 wszystkie koty zostały wycięte, Dymka oswojona, bure pewnie też… Z nieba spadły? Małgosia Dymkę pierwszy raz widziała 2026.03.23, czarnego 2026.04.13, bure - 2026.05.26, a jest na działkach codziennie przez cały rok. Może ktoś rozpozna swoje zaginione / wyrzucone koty? Teofilów - Żabieniec.


Ad rem. Łaziłyśmy z Małgosią po działkach, rozpytywałyśmy o rudego - ktoś go widział kilka dni temu w takim stanie, że pewnie już nie żyje. Ledwo szedł, zataczał się, sierść zmierzwiona… Nadzieja umiera ostatnia - w poniedziałek 2026.06.01 ok.16tej jechałam z tą dziką staruszką w klatce łapce, w samochodzie żadnego transportera, żadnej dodatkowej klatki - zadzwoniła Iza, że rudy przyszedł, wygląda tragicznie, leży. Jakoś przez korki dopchałam się do lecznicy i potem do Izy, zanim kot odszedł. Postawiłyśmy klatkę przy stołówce - kot kilkanaście metrów dalej. Leżał, nie ruszył się - może kocem złapiemy? Uciekł w krzaki, Zataczał się, potykał - może gdyby było nas więcej, krzaki mnie gęste… Przeniosłyśmy klatkę w to miejsce, gdzie leżał - może… I cud nastąpił - złapał się.




Do lecznicy - do mojej zaufanej Sowy - wskazana przez autorkę postu lecznica czynna do 17tej...

I już wiemy - kot niekastrowany, oswojony, wiekowy, wyniki krwi całkiem niezłe, zęby częściowo usunięte, generalnie nie najgorzej - widać kiedyś ktoś o niego dbał. Ale…

Ten irokez na plecach - to kołtun, bo kot nie może się umyć, i alergia..

Kot ma poważny problem z kręgosłupem - ma spondylozę, czyli postępujące zrastanie się kręgów - najbardziej widoczne przy ogonie i na karku. Powoduje to bardzo silny ból utrudniający poruszanie się… I jest to proces niemożliwy do zatrzymania.

Można łagodzić ból podając Solencję - mniej więcej raz na miesiąc...


I teraz pewnie już wiecie - kot zostanie u mnie, choć wcale mnie to nie cieszy… Będzie dostawał tę Solencję, liczę na Waszą pomoc. To koszt ca 350zł miesięcznie… Będzie dostawał tak długo, jak będzie mu umożliwiała w miarę normalne życie. Jak na razie czeka na mnie rachunek na 1100zł… A potem ta Solencja…

Wczoraj zabrałam do z lecznicy - ładnie i sporo zjadł, zrobił siu do kuwety, w lecznicy przy znieczuleniu była kupa - pewnie ma trudności, bo boli… Oby Solencja pomogła. Wyszedł z klatki, poszedł pod kanapę. Ciekawe, czy będzie w stanie wskoczyć na nią?


Bardzo poproszę - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty Zbyniu.

A może udałoby się jakieś comiesięczne wpłaty na Solencję?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz