Prawie jak prezydent - albo stara i nadal głupia.
Oboje ciągle się uczymy - czy on wyciąga wnioski nie wiem, ja chyba w końcu po kolejnych kopach od opiekunów kotów, którym chce pomóc - kotom, nie opiekunom - będę odmawiać. Klatkę pożyczyć - proszę bardzo. Ale zawieźć ją, potem dopraszać się zwrotu, po który też muszę jechać - raczej już nie. Ograniczę się do grupki znanym mi osób, od których kopa się nie spodziewam.
Co mnie tak „zmobilizowało”? Ano FIP.
Kiedyś dałam sobie słowo, że nie będę FIP-ków leczyć, bo to za drogie, za jedno leczenie - kilkanaście tysięcy - mogę pomóc całemu stadu kotów. Okrutne? Tak. Ale jeśli chcę sensownie pomagać kotom powinnam myśleć globalnie.
Powinnam.
W styczniu chyba łapałam chorego kociaka w MPK - z którą to instytucją na dłuższą metę wyszło jak zwykle. Pisałam gdzieś o tym
Złapałam kociaka, koci katar wyleczyłam, przyszedł FIP. Nie, nie leczę. Ale… lek staniał, kociak mały, tygodniowe koszty ca 200zł - udźwignę. Wyleczyłam. Nie robiłam zbiórki.
Chwilę potem objawy FIPa neurologicznego pojawiły się u 11letniej kotki u mojej przyjaciółki. Chwilę wcześniej zrujnowało ją leczenie dwóch nastoletnich kotów, odeszły, tę trzeba koniecznie zatrzymać. Koszty większe, bo neurologiczny i kocica potężna. Ale pojawiły się fajne zleconka, dało radę. Dało radę nawet trochę pomóc w leczeniu kota nieznanych mi ludzi, którzy leczyć chcieli, a czasem brakowało na lek.
W sumie troszkę wiedzy praktycznej nabrałam.
I trzy dni temu - 2026.01.20 - telefon z zaprzyjaźnionej lecznicy, kociak 7mcy, nie je, czyli zastrzyki, młodzi opiekunowie nie zrobią. Dobra, mogę jeździć żeby nie musieli chorego kota codziennie ciągać do lecznicy. Ale też jest problem finansowy… Dzięki pewniej nieocenionej osobie udaje się zdobyć 4 dawki za darmo, dalej będziemy kombinować, młodym mówię, że jeśli będą w kropce, to kot nie zostanie bez leku, zapłacą później, niech zrobią zbiórkę. Z założenia mam się zająć dowożeniem leku i robieniem zastrzyków - całe leczenie wspomagające to już nie ja.
Zbiórka jest, 2026.01.20 jadę gdzieś tam po lek, wieczorem zastrzyk, światło górne nie działa, ciemnawo, kłuję szkielecik, umawiam się na kolejny dzień. Wcześniej tego dnia kot był w lecznicy - nie je, nie pije, wymiotuje. Dostał leki.
2026.01.21 - też jadę ukłuć biedaka, nie bardzo mi się podoba, wg mnie nic nie lepiej, a ten lek działa naprawdę szybko. Konsultuję z FIPowym guru i 2026.01.22 zabieram kota do lecznicy - z mieszkania opiekunki i oczywiście za jej zgodą. Po drodze telefon, że możeby go jednak uśpić. To zawsze można, ale dostał już dwie dawki praktycznie bez leczenia wspomagającego, poczekajmy może choć jeden dzień? Kot szmatka, na ręczniczku czarne plamy, temperatura niemierzalna, żółtaczka. Wieczorem odbieram - temperatura 35,5st, trochę przytomniejszy. Odbieram, bo lecznica w nocy nie pracuje, a malucha trzeba grzać.
No to spędzam upojną noc w półśnie, kilka razy zmieniając termoforki, i pilnując, by nie uciekał z ciepełka. Późnym wieczorem wstał i przeszedł kilka kroków, by zrobić siku nie na posłanie, nad ranem sam pił wodę.
Dziś - 2026.01.23 - rano znów do lecznicy, temperatura 37st. Niby nic, ale…
Rozmawiam z opiekunką, podaję ww informacje - znów słyszę o uśpieniu. I coś w rodzaju pogróżki - że sama pojedzie do lecznicy dowiedzieć się o stan kota, bo ja jej nie udzielam informacji.
Wyjaśniam, że tyle tylko wiem, że nie mam siły gadać, bo prawie nie spałam - ona też nie spała, denerwowała się o kota.
Przyjechała z eskortą do lecznicy, zabrały kota - co się tam działo nie wiem, ale dostałam reprymendę od szefowej. Pytanie o rachunek w lecznicy nie padło.
I tak - pani zebrała trochę pieniędzy na pomagam.pl, zbiórka już skasowana, rachunek w lecznicy 460zł, na pytanie czy ma zamiar zapłać nie odpowiada. Czyli raczej nie. Jak odpowie - albo zapłaci - poinformuję.
Bardzo proszę wszystkich moich znajomych i przyjaciół by przy każdej okazji wybijali mi z głowy chęć pomocy. Szczególnie tam gdzie kot ma tzw opiekunów.
Nie wiem, czy powinnam prosić o pieniądze na pokrycie kosztów mojej głupoty - ale spróbować można - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz