Na czym skończyłam w tekście „Zaklęty krąg?” Na kociakach z piętra pustostanu w ruinie. Na tym że jeśli zwolni się coś u p.Ewy, to je tam ulokuję.
Zwolniło się - trochę nie do końca, bo została jedna kotka z Zachodniej i jedno kocię chyba z Widzewa, jest ten śliczny Karmelek i dwie kotki z piętra pustostanu. Oraz mało oswojona mama Widzewiaków. Ale wyadoptowala się czwórka z Wałbrzyskiej, cztery z piątki Widzewiaki i trzy z czwóreczki z Zachodniej.
Poszłam do meliny - niestety trafiłam na „gości”, którzy stwierdzili, że jednego z kociaków zabierają do siebie. Zrobiło się zamieszanie, zdołałam złapać dwa, trzeci uciekł za kanapę - zaglądam do tej meliny codziennie, ale ciągle są jacyś „goście”. Te dwa zabrane to dziewczyny, chociaż to dobre.
Czyli u p.Ewy z piętra rudery są te dwie małe dziewczynki i dwie miłe młode kotki:
Oraz trzy podrostki z parteru, w trakcie oswajania, ich łagodna kocia mama pojechała od razu na sterylkę.
Dla porządku przypomnę o kotach z poprzedniej „dostawy” - mały Widzewiak z mamą, panna z Zachodniej, słodki Karmelek:
Wszystkie czekają na swoje domy - odrobaczone, zaszczepione, posterylizowane.
Rudera nie dawała spokoju Agnieszce, chodziła tam zostawiać kocie jedzenie, i wychodziła - w sobotę 2026.09.27 usłyszała piski. Nabrała powietrza, zdusiła strach i rozsądek, weszła do rudery - wyciągnęła 6 (sześć!!!!) kociąt. Wydedukowała, że to dzieci kotki z parteru, tej od podrostków. Miała trochę mleka, ale myślałyśmy, że podrostki się dożywiają, w najczarniejszych snach nie przewidziałyśmy kolejnego miotu. Malce pojechały do lecznicy, mama je rozpoznała, utuliła i nakarmiła… I co dalej?
W weekend trwały intensywne poszukiwania domu tymczasowego… Kociąt jest multum - ale co się dziwić, jak kochany UMŁ sterylki „puścił” w kwietniu? Urodziło się wszystko, co mogło, teraz znów orka na ugorze.
W niedzielę koleżanka pogoniła mnie na odległe działki - po ostatniego kota z działek, pięknego i miłego whiskasika. Na zdjęciu nie widać urody, ale widać charakter:
Przebidował noc w klatce, w poniedziałek na kastrację - zyskałyśmy dwa dni na szukanie dla niego miejsca…
We wtorek na kastrację pojechał podrostek z ruiny - bury pingwinek ze zdjęcia z trójką kotów, w czwartek Marta odwiozła go do p.Ewy.
W środę odebrałam srebrnego - na szczęście koleżanka znalazła mu tymczas.
Za to we wtorek trafiła do mnie ta szóstka maluszków na matką - do klatki. Na razie siedzą w kuwecie, a załatwiają się raczej na posłanko. 3-4 zmiany dziennie. Jedzą jak szalone, 3*400g dziennie + mięsko. Na szczęścia Agnieszka zaopatrzyła mnie w puszki. Jak zrozumieją, do czego jest kuweta - wypuszczę.
A dziś dojechał kolejny dorosły kot - cały dzień pchał się koleżance do pracy, w końcu z pomocą osoby z okolicy złapała i przywiozła… Chyba nie podoba się bengalom, które już nie wiedzą, gdzie się izolować od szalejącego kociego przedszkola i groźnych matek.
Czyli w nibybiurze - kotka z szóstką, ww nowy, dwa bengale, których nikt normalny nie chce, dwie dorosłe szylkretki z działek - wracają tam za kilka dni, jedna 5mczna szylkretka Ida - do adopcji:
i 4 malce - też do adopcji:
Jak na razie z maluchów „nibybiurowych” poszła do domu wspólnego parka podrostków, i oddzielnie dwa pingwinki.
Czyli adopcje kociaków praktycznie stoją.
No to co mam napisać? Tylko poprosić o pomoc, bo sami wiecie, jak to finansowo wygląda…
Więc bardzo poproszę - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz