wtorek, 22 września 2026

Zaklęty krąg?

 


Ile razy mówiłam, że kończę? Bo naprawdę chcę. Ale to jest zaklęty krąg, z którego nie daje się wyjść. Można próbować, można na jakiś czas, a potem znowu… Bo jest granica obojętności, z którą przechodzi się obok jakiegoś kota… Bo trudno nie zgarnąć na sterylkę mając świadomość, ze za chwilę kolejne kociaki będą gdzieś umierać. Bo one nie przeżywają.

Ile można tłumaczyć, że one „nie idą sobie”, bo gdyby wszystkie żyły, to potykalibyśmy się o nie. Ciąże, porody, karmienie wyniszczają organizm kotki, więc i one, i kolejne mioty są coraz słabsze, więc po co? Sterylki w większości miejsc są darmowe, klatki łapki powszechnie dostępne, pomoc wolontariuszy - pomoc, nie przyjdź i zrób - też, więc po co rozmnażać? Bo zgodnie z naturą? A po co chodzicie do lekarza, może też lepiej zgodnie z naturą pić ziółka na zapalenie płuc? Ech…

Słowa nie działają, może rysuneczek ruszy wyobraźnię.


Tę granicę mojej obojętności naruszyła i uruchomiła lawinę Marta - na przełomie lipca i sierpnia 2026 - vide tekścik „Trzeba chcieć”. Potem wlazł mi w oczy post o kociakach w centrum miasta, miałam tylko złapać i przekazać do domu tymczasowego, dom nie wypalił, uratowały mnie Karolina i p.Ewa - stare, odnowione znajomości - „Jestem hyclem” - początek sierpnia.


A potem poszło - bo p.Ewa poprosiła o pomoc dla szefowej - a ponieważ ma trzeci miot - kociaków spod kosiarki - kolejnego nie upchnie. A, bo muszę zaznaczyć, że u p.Ewy są wyżej opisane - czwóreczka łapana z Martą, czwóreczka z centrum miasta i nie opisana piąteczka spod kosiarki (zdjęć brak). Wspomagamy karmą, żwirkiem, transportami, Marta jeździ oswajać, robić zdjęcia do ogłoszeń - ile możemy.

Karolina zbiórkę zrobiła i też się bardzo stara. Robi ogłoszenia, gada z chętnymi, przy okazji wyadoptowała ode mnie Iryska i Czarnego Tulipana.


Czyli p.Ewa poprosiła o pomoc dla szefowej, Karolina zadeklarowała pomoc w adopcjach, a ja pojechałam i do nibybiura przywiozłam 6 maleńkich kociątek z matką i dwa podrostki z matką. Oburzyłam tym strasznie małą szylkretkę Idę i oba bengale - piękne, ale trudne, jak do tej pory nie znalazł się żaden sensowny amator. Zdjęcia i szczegóły - „Walka z wiatrakami”.

A jeszcze od mojej kochanej Justyny, która zdecydowanie nie może mieć kolejnych kotów - przyjechały przemiła SiSi i przemiła Marcelinka - niewidoma i głucha. SiSi już w domu, dzięki Karolinie, oczywiście.


Kolejny problem to źle wyadoptowana koteczka, której ciągle szukamy. I tu koniec wspomnień, przechodzimy do akcji - czyli dzień wariata.

2026.09.21 godz.5 rano (!!!!) telefon, że kotka pod oknem, że płacze od kilku godzin, że ma obróżkę - w sumie już wiem, że nie ta, ale iskra nadziei… Panowie łapią, ja pędzę. No nie ta, ale biorę - jak płacze, to znaczy że nie radzi sobie. O schronisku, SM i AP pisałam na FB, możecie zajrzeć, ciepłe słowa to nie były, radę wypuszczenia zlekceważyłam jako wyjątkowo durną, zabrałam do domu, wściekła oczywiście, bo po co mi kolejny kot… Kotce też się nie podobało u mnie. Dałam ogłoszenie, na szczęście od razu odezwała się właścicielka, kotka wieczorem odjechała.


Na 13.30 umówione byłyśmy z Agnieszką na łapanie 3ch podrostków i matki - matka oswojona, podrostki łagodne. Przy pustostanie. Plan minimum - matka.


Leje - ale jadę. Jak na zamówienie przestało. Nastawiamy klatki, przychodzi pan tam mieszkający - bo tam mieszkają jeszcze ludzie. Bez prądu, wody, ogrzewania…, To jego koty, karmi, śpią z nim. Ale odrobina negocjacji i mamy całą rodzinkę. Pakujemy do samochodu, kolejny pan - a pięciu nie chcecie? Dwie dorosłe i trzy maluszki…


Załamka.

Znów leje. Agnieszka odjeżdża z kotką na sterylkę, jak idę z panem… nie mam jak pomóc…

Z kociakami do weta, potem zakupy, na 17tą z koleżanką i jej kotem do weta. Kociaki w samochodzie, bo do p.Ewy dopiero po 17tej mogę, a potem msg - zaprzyjaźniona osoba jest w Łodzi, prosi o nocleg. Dziś!!! Miejsce mam, ale przygotować trzeba!!! Więc trzeci bieg, p.Ewa, telefon do lecznicy „sterylkowej”, mogę rano trójeczkę podrzucić na sterylki, więc do pana ustalić, że rano dwie biorę. potem te przygotowania. I w końcu miły wieczór. „Suchy”, bo o świcie pobudka.


Zdjęcia kociaków z domu, są trzy, obu kotek już z lecznicy

A trójeczka - bo trzecia - od starszej zaprzyjaźnionej Dobrej Pani, której równie dobrzy ludzie podrzucili kotkę i cztery kociaki ze wsi, bo zginą, a Dobra Pani je ocali… Więc kotka na sterylkę, a z kociakami trzeba coś wymyśleć. Jeden pogryziony, drugi z biegunką…


Na razie plan jest taki, że jeśli te umówione na weekend adopcje od p.Ewy wypalą, to trafi do niej druga trójka kociaków z pustostanu - tych, które tam zostały. A potem może te wsiowe…

Miała iść szósteczka ode mnie, ale jeszcze maleńkie, mogę chwilę zaczekać.’

I mam dość - jak się pisze, to w sumie niewiele, ale dla mnie wystarczy na jeden dzień.

Odrobaczone i odpchlone są wszystkie, zaszczepione też - oprócz wczorajszych pustostanowych.

Kociaki z Zachodniej - oprócz jednego chłopczyka poszły do domów już wysterylizowane. SiSi też. Moja parka białorudych podrostków i szylkretka też wycięte czekają na domu. Matki wszystkich opisanych kociaków też wycięte.

A, zapomniałam o ślicznym Karmelku (odrobaczenie, odpchlenie, kastracja, szczepienie w weekend), którego córka p.Ewy zgarnęła płaczącego pod sklepem - czy jeszcze o czymś? Pewnie tak, o maleńkim kiwaczku pamiętam, ale to kiedyś opowiem. Chyba mam dreszcze - zimno czy zmęczenie?


Jakie są koszty tej pomocy - sami wiecie - więc bardzo poproszę - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz