Dwie historie ze środka marca 2026 - dla mnie stare, bo od tego czasu dużo innych się wydarzyło. Nie piszę o nich, bo brak czasu i siły, ale 2026.04.19 zaproponowałam pomoc przy łapaniu kolejnego błąkającego się kota, i jak zwykłe jak kot się złapał - to problem, co z nim zrobić, W mojej klatce łapce, więc… Od zgłaszających padła propozycja pomocy. Kot zdrowo nie wyglądał, skrajnie wychudzony - może pomoc w finansowaniu leczenia? I dowiedziałam się, że leczenie bezdomnych kotów finansuje miasto.
Ile tych prawd jest? Trzy? To ta trzecia, to po pierwsze.
A po drugie może warto wiedzieć, o czym się mówi, jak się mówi.
Żeby nie gołosłownie - proszę fragment o leczeniu z tegorocznej umowy UMŁ:
Kot nie wyglądał na koci katar, na uszkodzenia mechaniczne też nie.
Schorzeń przewlekłych - a w takim stanie są koty, które opisuję - miasto nie finansuje. Miasto może co najwyżej zapłacić za uśpienie kota - patrz wariant III.
Pewnie też trzeba uśpić kota z kk lub uszkodzeniem mechanicznym, których karmiciel nie ma gdzie /nie chce przetrzymać na czas leczenia - bo leczenie jest bez hospitalizacji.
Tylko że zawsze jest nadzieja - te kilka dni, które trwa próba leczenia. Za to miasto nie zapłaci. Weterynarz na koszt miasta obejrzy takiego kota, stwierdzi brak kociego kataru, brak uszkodzeń mechanicznych - i zaproponuje eutanazję, bo nawet za podstawowe badania krwi czy badanie w kierunku uszkodzeń wewnętrznych - rtg czy usg - miasto nie zapłaci. Pozostaje Animal Partol - przyjedzie albo i nie, bo z tym bardzo różnie, generalnie przyjeżdżają do kotów powypadkowych. A żaden z tych, które opisuję, powypadkowy nie był.
Więc wóz albo przewóz - albo usypiam na koszt miasta, mam z głowy kota i koszty, albo próbuję ratować - i mam na głowie i koszty i kota, bo po leczeniu coś z nim trzeba zrobić. Np. wypuścić kota po amputacji łapki na wolność? Da se radę? Nota bene bezzębny stary kot z potrzaskaną żuchwą - patrz tekst „Kot z przetrąconą szczęką” - jest u mnie do dziś i zostanie… Ewidentnie dziki i wolnożyjący, ale za operację płaciłam ja, a właściwie Wy - ze zbiórki. Bo dla miasta za drogo.
Poza tym kot wolnożyjący - którego to kota finansuje miasto - to nie to samo, do błąkający się oswojony kot domowy. Dla takiego jest ew schronisko - ale zaproponujcie to osobom, które zgłaszają kota - zaraz lament, wszystko tylko nie schronisko. To „wszystko” oznacza - masz kota w klatce, to coś zrób.
Dlaczego się tak rozpisuję? Bo ta informacja o miejskim finansowania padła w odpowiedzi na moją prośbę o pomoc w leczeniu od osób, które prosiły o pomoc w złapaniu kota, przy łapaniu twierdziły, że nie są zielone w kocich sprawach, że same karmią koty. Nie wiedzą, czy te koty wysterylizowane, ale o miejskiej pomocy - wiedzą.
Piszę, bo bardzo mocno mnie to siekło. Bo poczułam się jak wyłudzaczka pieniędzy na kota, za którego leczenie zapłaci miasto. Jasne, mogę oddać do schroniska - ale też nie chcę, więc sama jestem sobie winna. Ale nawet jeśli leczenie UMŁ - to kota muszę czymś karmić, do kuwety coś wsypać, paliwa też nie mam za darmo. Ale dam radę - jak zwykle dzięki Wam.
Przy leczeniu kotów wolnożyjących warto zwrócić uwagę na to, w pierwszej linijce w nawiasie - a powinno być pogrubione i podkreślone - bez hospitalizacji. Czyli karmiciel ma chorego kota w czasie leczenia przetrzymać. Przy kocim katarze bywa to krótko, przy ranach, złamaniach - parę tygodni. Dla ciekawszych - zapraszam do tekstu „Dwa tysiące - dwa miesiące” - tyle trwało zarośnięcie ran.
Ale miało być o czym innym - o nadziei… O tym kwietniowym kocie - pewnie będzie następny żebraczy tekst. Bo koszty lecznicy już przeleciały 1,5tys…
2026.03.12 zadzwoniła do mnie karmicielka z Retkini, znana mi od wielu lat. Kotka nie je, pewnie ma chore zęby. Poradziłam, gdzie szukać pomocy, ale pani zrobiła po swojemu - skutek taki, że złapała kotkę w piątek 2026.03.13 i zaniosła do lecznicy, a w sobotę z płaczem wybłagała, bym ją zabrała, bo lecznica nieczynna.
Zabrałam, wyniki takie sobie, nerki walnięte, ale karmicielka płacze, wg wetki kotka je, trzeba płukać, więc spróbuję.
Ulokowałam kotkę w klatce, wenflon miała, kroplówki dawałam wg zaleceń. Wiadomo, że na rezultat trzeba trochę poczekać. Nie było lepiej. We wtorek do Sowy - bardzo silny stan zapalny, convenia podana w pierwszej lecznicy, czyli coś niby na wszystko - nie pomogła. Wyniki nerkowe zdecydowanie lepsze, ale reszta tragiczna. Więc epo, ale zanim zadziała - transfuzja krwi. I podgrzewanie, bo temperatura spada. W dzień w lecznicy, w nocy w domu zmiana termofora ca 2-3 godziny. I co się jeszcze da… Nie dało się.. kotka jak szmatka, żadnej reakcji... Uśpiliśmy w sobotę 2026.04.18.
Trzeba było wcześniej? Może. Ale mocznik i kreatynina spadły o połowę, więc jakaś nadzieja była… Ta nadzieja kosztowała 576zł + 76zł transfuzja krwi od Bouli‘ego. Drugą nadzieję zaraz opiszę - bo nie cała faktura za tę jedną kotkę.
Byłam w lecznicy pożegnać kotkę - nieprzytomną, ale staram się być przy nich w tej ostatniej chwili, kiedy dostałam rozpaczliwe błaganie - kot zgarnięty z drogi, ledwo stojący na łapkach, oczywiście domowy, i oczywiście ratunku…
Dobra, niech przywiozą do lecznicy, akurat tu jestem, przejmę…
Stan kota tragiczny - teraz wiemy, że kot miał dom. Nie był stary - mógł jeszcze długo żyć, gdyby ten dom choć troszkę o niego dbał. Walczyliśmy o niego 6 dni - do 2026.04.23. Nie pojechałam pożegnać, nie miałam siły.
Nadzieja Kostka - to imię od nas, prawdziwego nie znamy - kosztowała 1459zł…
Zdjęć tych kotów - nie mam… Kotka była czarna, kocurek białobury. Nie umiem robić zdjęć kotom w tragicznym stanie, czasem się zmuszam, ale coraz trudniej mi to przychodzi…
Reszta na fakturze to koszt „pakietu zerowego” dla malej Iskierki i sterylizacja Shiry - psiaków, o których pisałam w poprzednim tekście. Za te zabiegi już jest wpłata na konto - od sponsora, któremu baaardzo dziękuję. Mała Iskierka już we własnym domu - dzięki wspomnianym sponsorom, a psiak z tego miejsca też wykastrowany - dzięki kolejnemu sponsorowi, któremu również bardzo dziękuję. Szczegóły w tekście „Zeszłam na psy?”
Kolejna nadzieja - ten kot z 2026.04.19 - leczenie na razie 1500zł, i jest szansa na to, że będzie dobrze. O nim napiszę niedługo, i o kwietniowych fakturach - prawie 5tys…
Koszty na leczenie w tym roku - za cztery miesiące - już doszły do 13tys… Dla porównania - cały 2025 - to 25 432zł.
Więc bardzo poproszę - 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4, dopisek do wpłat - łódzkie koty.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz