wtorek, 21 kwietnia 2015

RudzkaPodLasemJużPrawie

na podwórku są cztery koty:
1. matka rodu Pingwinka, która urodziła jakieś dwa tygodnie temu
2. jej córka Czarnulka w zaawansowanej ciąży
3. jej syn Buras w Białych Skarpetkach
4. kawaler Czarno Biały pokazujący się tylko od czasu do czasu
i nic nie zapowiadało tragedii jaka rozegrała się w niedzielę i w poniedziałek w nocy...
------------------
ul. RudzkaPodLasemJużPrawie, piątek 17.o4.2o14 ok. o9:oo
z majdanem na miejsce przywiozła mnie Zosia siostra Lucyny co tam mieszka
klatkę miałam jedną, więc postawiłam ją w nieczynnym już podwórzowym kiblu, w którym koty mają miejsce do spania i tam też dostają jeść
Obrazek
koty pojawiły się dwa: Czarnulka w zaawansowanej ciąży i Buras w Białych Skarpetkach
i się do siebie mizdrzyły

środa, 8 kwietnia 2015

Mamrotek i buty.


Święta były, minęły, a ja zyskałem nowe tytuły. Zasłużone bardzo i skromnie wyznam, że należą mi się na sto procent. Teraz przed imieniem i nazwiskiem mogę sobie wpisywać : Dostarczyciel Uciech Wszelkich, Fantazyjny Twórca Niespodzianek i Ten Co Działa z Rozmysłem i Namysłem.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Turgieniew

opowiedziała Ania
Początek marca 2015, miejskie talony na sterylki są, więc ruszają łapanki.

poniedziałek, 16 marca 2015

czwartek, 5 marca 2015

Mamrotek i zew krwi.



Dałem czadu i daję. Ja tak młodzieżowo piszę, ponieważ młodzian jestem w związku z wiosną i czymś co krew mi  rozgrzewa. Ha, myśleli opiekunowie, że już niczym ich nie zadziwię. Jakieś powtórki będę robił z nietypowego zachowania.

sobota, 28 lutego 2015

Złamana łapka - całość

opowiedziała Ania
Jedna historia przechodzi w drugą. Właściwie trudno je rozgraniczyć, chyba tylko imionami kotów. Chociaż ich losy też się dziwnie przeplatają…. 

czwartek, 12 lutego 2015

Mamrotek- kot uzdolniony.



 Noce zrobiły się czasem do spania. Po poprzednich świetlistych i bardzo ciekawych nawet mi to odpowiadało. Jednak ile można wytrzymać spokojność i nudę. Troszeczkę tylko. Ociupinkę. Życie to ruch, sen w cieple z pełnym brzuszkiem niekoniecznie nocą  i odkrywanie nowych zainteresowań.

wtorek, 10 lutego 2015

niedziela, 8.2.2015

Opowiada Ewa (uzupełnienie do historyjki poniżej):
jutro z dwójką studentów, wiertarką udarową, młotem wieeelkim i meslem ossstrym idziemy zJolą na ul. Wysoką
trzeba przejść przez płot i odblokować zamurowany otwór w spalonym pustostanie
od paru dni na posiłkach nie pokazuje się jedna kotak tam mieszkająca
jest duże prawdopodobieństwo, że została zamknięta
a potem z drugiej strony pustostanu (również przełażenie przez płot) trzeba postawić budkę
fotorelacja jutro
... mry!

o tym jak to Panowie Murarze trzy dziury zamurowywali

opowiada Ewa
 - o9.o2.2o14

o 9:oo przekroczyłam próg szkoły
młodzi już byli
od razu poszłam do Pana Inżyniera, co by zgodę uzyskać na wyniesienie ze szkoły ciężkiego sprzętu
zgodę dostałam
sprzęt (młot udarowy, wlieelki młotek i ossstry przecinak) zapakowaliśmy i pojechaliśmy
młodzi od razu zabrali się do pracy
przeskoczyli ogrodzenie
obeszli budynek i znaleźli dwa miejsca gdzie zamurowano dziury
dziurę drugą i dziurę trzecią, która schowana była przed moim obektywem
dziura trzecia dała się rozwalić celnym kopem - zdjęć nie ma, a szkoda, te celne kopy musiały być bardzo fotogeniczne!
dziura trzecia pewnie była robiona jako ostatnia i Panowie Murarze już siłki nie mieli...
dziura druga natomiast wymagała trochę więcej pracy

Długowłosa kwiaciarka Serena

 Od kilku, może kilkunastu dni po Placu Barlickiego lata coś czarne i mocno kudłate, wygląda źle, jest bardzo ostrożne, przychodzi prawie punktualnie o 22-giej, jest bardzo ostrożne. Wg informatorów czarny jajeczny kocur.
Nowe, źle wygląda …..
Jakoś się wczoraj z Anią H. zebrałyśmy, wcześniej (znaczy o 21szej) zabrałyśmy z dt małą dziką białą szylkretkę z Wapiennej, bo jakaś niewyraźna - brak apetytu, pawiki… Złapiemy szybko to kudłate, z oboma wskoczymy do lecznicy, może przed północą wrócimy o domu - taki był plan. W końcu rano do pracy trzeba.
Realia - zabieramy małe, jedziemy po łapkę, 21.30 jesteśmy na miejscu, nastawiamy łapkę. Zdjęć nie ma, bo za ciemno. Zresztą, klatka stoi przy budce, za publicznym podziemnym wc, widzimy z samochodu ledwo jej kawałek. Zimno, siedzimy z włączonym silnikiem, kocyk na kolanka, czekamy.
22.20 - kotów brak. Tzn był biały w bure łatki, mieszkający chyba w podwórku przy Medaxie po drugiej stronie ulicy, obejrzał o klatkę, poszedł sobie. Podobno trzymają się razem z kudłatym. Trochę się zniechęcamy, niepunktualny ten kudłaty, mała czeka na lekarza… W końcu dogadujemy się z kwiaciarkami (pracują całą dobę, na tym zimnisku też), że skoczymy do lecznicy, wrócimy, jakby co - niech przykryją klatkę i dzwonią.
Mała ma dreszcze, raczej ze stresu niż z zimna, w samochodzie było ciepło, ona w kontenerku wypełnionym kocykami. Ciemnozielona biegunka, bateria zastrzyków, krem pobrana na morfologię. zostaje na kroplówce, wracamy na posterunek.
23.00 - cisza i spokój. Tzn kocia cisza, bo kręcą się kwiaciarki, jacyś przechodnie, w pobliżu chyba jest darmowa jadłodajnia, bo widać ludzi z parującymi kubkami. Zaczynamy drzemać, grzanie niby na 20stopni nastawione, ale trochę dygoczemy. Tyle że małą mamy odebrać po 1,5-2godzinach, więc i tak trzeba czekać….
0.28 - dość tego, wracamy. Ania H. zdecydowanym krokiem idzie zabrać łapkę, wraca prawie zapłakana - był, wchodził do klatki, szybko szłam, spłoszyłam go!! Cóż, poczekamy jeszcze chwilę.
0.45 - ostrożniutko podjeżdżam samochodem przez chodnik bliżej klatki - może to go nie spłoszy, jeśli go nie ma, to wracamy. Jest, siedzi w klatce!!! Zamkniętej!!!

Dalej standard - do samochodu, szybka fotka - tragiczne oczy, zwłaszcza jedno, do lecznicy, odpchlenie, odrobaczenie, dwa antybiotyki w zastrzykach + wzmocniona biodacyna do oka. Wg wstępnych oględzin wątpliwe, czy to oczko da się ocalić .… Kotka, ok.3-4lata, raczej niesterylizowana, absolutnie domowa, futro bardzo sfilcowane.

W dt powarczała na koty, gdzieś się schowała, rano wyszła, dostała kropelki - tak wyglądało oczko

Mała z Wapiennej - po pracy znów lecimy do weta…. A dziś wieczorem / nocy będziemy łapać to trzecie chore… Za dużo czasu chyba ten kociak nie ma….

Jeśli możecie pomóc - to bardzo prosimy -
FFA Łódź 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040
Z dopiskiem Wapienna - na małą
Albo Serena - na kudłatą
A następnym razem zaciskajcie kciuki o 22-giej, nie po północy !!!
To pisałam ponad tydzień temu.
Ktoś mi powiedział, że gdzieś na Placu Barlickiego wisi ogłoszenie o zaginionym długowłosym szylkretowym kocie. Któregoś wieczora pojechałam, obleciałam Plac, znalazłam ogłoszenie - syberyjka, na pewno nie ta, ale zadzwonię, może… Jednak nie nasza, na szczęście tamta już wróciła do domu.
W międzyczasie mała biała szylkretka codziennie jeździła do lecznicy, dostała chyba półtora litra kroplówek, stosowną ilość antybiotyków, probiotyków i uodparniaczy, oraz coś, co wygląda jak mleko, jest jakimś białkiem chyba, jest w torebkach podobnych to torebek z krwią i kosztuje ponad 200zł za opakowanie. Tego preparatu oczywiście niewiele - tyle, ile się daje do kroplówki. Nie wiadomo, co konkretnie pomogło, w każdym razie - 06.02.2015 już w zasadzie normalnie je. Nie za dużo, więc jest dopychana convalescence, ale razie wszystko wskazuje na to, że wyzdrowieje.
Biedna i chora mruczała i przytulała się, teraz już ucieka, chowa się pod wannę, znów próbuje gryźć - no i Lucynka zapakowała ją do klatki - łatwiej oswoić ślicznotkę. Rudi (kot) i Fuks (pies) pomogą, są w tym świetne.

Tego trzeciego z Wapiennej nie udało się złapać - tzn karmicielka wraz z Ewą Mrau złapały w ręce chorą burasię - ale siedmiomiesięczną i oswojoną, z naciętym uszkiem, na pewno nie z miotu „naszych”. Pewnie komuś uciekła… Na szczęście znalazła dt. To trzecie „nasze” nie pojawia się, i tak naprawdę nie wiemy, czy już go nie ma, czy w ogóle nie było? Karmicielka tradycyjnie, nie za bardzo rozróżnia „swoje” koty…
W czwartek 05.02.2015 poszłam z kudłatą szylkretką do lekarza - i została w lecznicy na zabieg. Bo w oczku coś złego się zadziało - coś pękło, wylało się, nie dochodziłam co, bo jakoś słabo mi się zrobiło. Wczoraj od razu dostała zastrzyk przeciwbólowy.

Dziś po kompleksowych zabiegach wróciła do domu tymczasowego - usunięcie oczka, sterylka, wygolenie dredów z podwozia, remont paszczy. Chyba czuje się lepiej - mam nadzieję, że to nie tylko środki przeciwbólowe pooperacyjne, a ulga - to oczko musiało strasznie boleć - nie pozwalała w ogóle dotykać twarzy. Nie siedzi pod łóżkiem, śpi spokojnie na poduszce, przychodzi się pogłaskać, mruczy.

Nie lubi kotów.
Muszę podjechać do lecznicy po fakturkę - wiem, że 250zł, na taki zakres zabiegu jest to cena wyjątkowo specjalna - dziękujemy lecznicy, jak zwykle.
Ile kosztowało leczenie małej białej szylkretki - jeszcze nie wiem, muszę do drugiej lecznicy po fakturkę.
Jeszcze czeka ją i pozostałą trójkę kociaków (czarne siostrzyczki i małą szylkretkę szczepienie….
Na te maluszki z Kozin mamy do Państwa 160zł - bardzo dziękujemy.
2015-02-01 Katarzyna B. S. Syców - 50zł
2015-02-02 Katarzyna A.M. Łódź - 20zł
2015-02-02 Jan M. M. Łódź - 50zł
2015-02-02 Grażyna M. Łódź - 20zł
2015-02-07 Grażyna G. Łódź - 20zł

czwartek, 22 stycznia 2015

Marmurkowa Tosia - pożegnanie

opowiedziała Ania
Mieszkała w rejonie Placu Barlickiego. Urodziła się wiosną 2013. O właściwej porze karmicielka ją wysterylizowała.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Pirat z Motylowej

opowiedziała Ania                                                                                         

 Motylowa… obok Jesionowa… dwie prostopadłe malutkie uliczki na Radogoszczu
Zachodzie, które wspominam niestety dość niemiło… Wyjaśnienie potem, na razie to,
co najważniejsze - prośba o pomoc dla Pirata.

sobota, 17 stycznia 2015

czwartek, 15 stycznia 2015

Baryłeczka

opowiedziała Ania
22 grudzień 2014  -  trochę mokro, trochę zimno, w końcu grudzień. Wychodzę z  pracy, ciemno, ponuro, chcę do domu, jeszcze muszę zajechać do chorej Cioci do szpitala. telefon:
-   Kiedy pani będzie?
-   Gdzie będę?

wtorek, 30 grudnia 2014

Pożegnanie Pana Kota

opowiedziała Ania
Opowiadanko  -  pożegnanie, równie krótkie jak historia tego kota u nas…..

Na przełomie września i października 2014 łapałyśmy z Ewą Mrau kociaki w zrujnowanym pustostanie przy Wschodniej 19.

środa, 24 grudnia 2014

Taka sobie historia...

Czytelnikom tego blogu historia jest znana, ale ubrałam ją w bardziej fabularną formę - może będziecie chcieli poczytać w Święta :-)



Dawno, dawno temu żyła sobie śliczna bura kotka. Miała swój własny domek, do którego trafiła jako maleńkie kociątko. Kochała swoją dużą, a duża kochała ją i ciągle głaskała, przemawiając czule. Były bardzo szczęśliwe przez wiele lat. Aż któregoś dnia rano Kicia ze zdumieniem stwierdziła, że jej opiekunka nie wstała jak zwykle, aby przygotować śniadanko. Kotka próbowała ją obudzić, ocierała się, zaczepiała łapką, ale to nic nie dało. Duża leżała nieruchomo... Kicia nie wiedziała, co zrobić. Była głodna, chrupki, pozostawione od wczoraj w miseczce szybko się skończyły.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Łapanie kotki jednooczki

opowiedziała Ewa
a teraz to Wam opowiem Jak to z tą łapanką było
jakiś czas temu Jola pożyczyła ode mnie podbierak na karpie (ryby, znaczy)
łapanie ćwiczyła na swoich dzikusach w domu (zastrzyki dawać musiała, czy tabletki, nie pomnę już)
bardzo się bała tego łapania na Dworcu, bo wiedziała, że to będzie tylko ten jeden raz

sobota, 20 grudnia 2014

Mamrotek- kot poszukujący spokoju.


Kiedyś jak byłem zajęty przetrwaniem, poszukiwaniem jedzenia i spokojnego kąta żadne myśli o szczęściu, roli kota w życiu ludzi nie przychodziły mi do głowy. Byłem tylko fizyczny.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Schroniskowy Puszek


Byłam w schronisku.

W kociarni.

Nie będę pisać, że mi serce pękało, ani że chciałabym wszystkie zabrać, bo to nieprawda.

Koty są inne niż psy.

Nie rzucają się na siatkę, nie miauczą przeraźliwie, zachowują majestatyczny spokój.

Ale – w pierwszym boksie, do którego weszłam zwróciła moją uwagę piękna pingwinka.

Mam słabość do pingwinów. Przykucnęłam, a ona podeszła. Pogłaskałam lśniące futerko, pogadałam z wolontariuszką; dowiedziałam się, że mogę ja wziąć, ze jest młoda i ma na imię Emma.

Odeszła ode mnie zanim wyszłam z boksu. Wiedziała?