"Zmieniłam
niedawno pracę - jej siedziba mieści się przy podwórzu, jakich
wiele w centrum Łodzi.
I
jak to w takich miejscach, szybko okazało się, że biegają koty -
nikt nie wie, czy czyjeś, czy ktoś się o nie troszczy - wiele
ludzi dokarmia, ale właścicieli brak. Dobiegały mnie informacje z
różnych stron - a to, że to mama i córka, dwie kocice.
Z drugiej - że wiele miotów już było. Z trzeciej - że
kocięta nie przetrwały nie bez powodu, i zdarzało się je odnaleźć
z odciętymi główkami...