opowiedziała Ania
Jedna historia przechodzi w drugą. Właściwie trudno je rozgraniczyć, chyba tylko imionami kotów. Chociaż ich losy też się dziwnie przeplatają….
sobota, 28 lutego 2015
czwartek, 19 lutego 2015
czwartek, 12 lutego 2015
Mamrotek- kot uzdolniony.
Noce zrobiły się czasem do spania. Po poprzednich świetlistych i bardzo ciekawych nawet mi to odpowiadało. Jednak ile można wytrzymać spokojność i nudę. Troszeczkę tylko. Ociupinkę. Życie to ruch, sen w cieple z pełnym brzuszkiem niekoniecznie nocą i odkrywanie nowych zainteresowań.
wtorek, 10 lutego 2015
niedziela, 8.2.2015
Opowiada Ewa (uzupełnienie do historyjki poniżej):
jutro z dwójką studentów, wiertarką udarową, młotem wieeelkim i meslem ossstrym idziemy zJolą na ul. Wysokątrzeba przejść przez płot i odblokować zamurowany otwór w spalonym pustostanie
od paru dni na posiłkach nie pokazuje się jedna kotak tam mieszkająca
jest duże prawdopodobieństwo, że została zamknięta
a potem z drugiej strony pustostanu (również przełażenie przez płot) trzeba postawić budkę
fotorelacja jutro
... mry!
o tym jak to Panowie Murarze trzy dziury zamurowywali
opowiada Ewa
- o9.o2.2o14
o
9:oo przekroczyłam
próg szkoły
młodzi
już
byli
od
razu poszłam
do Pana
Inżyniera,
co by zgodę
uzyskać
na wyniesienie ze szkoły
ciężkiego
sprzętu
zgodę
dostałam
sprzęt
(młot
udarowy, wlieelki młotek
i ossstry przecinak)
zapakowaliśmy
i pojechaliśmy
młodzi
od razu zabrali się
do pracy
przeskoczyli
ogrodzenie
obeszli
budynek i znaleźli
dwa miejsca gdzie zamurowano dziury
dziurę
drugą
i dziurę
trzecią,
która schowana była
przed moim obektywem
dziura
trzecia
dała
się
rozwalić
celnym kopem - zdjęć
nie ma, a szkoda, te celne kopy musiały
być
bardzo fotogeniczne!
dziura
trzecia
pewnie była
robiona jako ostatnia i Panowie
Murarze
już
siłki
nie mieli...
dziura
druga
natomiast wymagała
trochę
więcej
pracy
Długowłosa kwiaciarka Serena
Od
kilku, może kilkunastu dni po Placu Barlickiego lata coś czarne i
mocno kudłate, wygląda źle, jest bardzo ostrożne, przychodzi
prawie punktualnie o 22-giej, jest bardzo ostrożne. Wg informatorów
czarny jajeczny kocur.
Nowe,
źle wygląda …..
Jakoś
się wczoraj z Anią H. zebrałyśmy, wcześniej (znaczy o 21szej)
zabrałyśmy z dt małą dziką białą szylkretkę z Wapiennej, bo
jakaś niewyraźna - brak apetytu, pawiki… Złapiemy szybko to
kudłate, z oboma wskoczymy do lecznicy, może przed północą
wrócimy o domu - taki był plan. W końcu rano do pracy trzeba.
Realia
- zabieramy małe, jedziemy po łapkę, 21.30 jesteśmy na miejscu,
nastawiamy łapkę. Zdjęć nie ma, bo za ciemno. Zresztą, klatka
stoi przy budce, za publicznym podziemnym wc, widzimy z samochodu
ledwo jej kawałek. Zimno, siedzimy z włączonym silnikiem, kocyk na
kolanka, czekamy.
22.20
- kotów brak. Tzn był biały w bure łatki, mieszkający chyba w
podwórku przy Medaxie po drugiej stronie ulicy, obejrzał o klatkę,
poszedł sobie. Podobno trzymają się razem z kudłatym. Trochę się
zniechęcamy, niepunktualny ten kudłaty, mała czeka na lekarza… W
końcu dogadujemy się z kwiaciarkami (pracują całą dobę, na tym
zimnisku też), że skoczymy do lecznicy, wrócimy, jakby co -
niech przykryją klatkę i dzwonią.
Mała
ma dreszcze, raczej ze stresu niż z zimna, w samochodzie było
ciepło, ona w kontenerku wypełnionym kocykami. Ciemnozielona
biegunka, bateria zastrzyków, krem pobrana na morfologię.
zostaje na kroplówce, wracamy na posterunek.
23.00
- cisza i spokój. Tzn kocia cisza, bo kręcą się kwiaciarki,
jacyś przechodnie, w pobliżu chyba jest darmowa jadłodajnia, bo
widać ludzi z parującymi kubkami. Zaczynamy drzemać, grzanie niby
na 20stopni nastawione, ale trochę dygoczemy. Tyle że małą mamy
odebrać po 1,5-2godzinach, więc i tak trzeba czekać….
0.28
- dość tego, wracamy. Ania H. zdecydowanym krokiem idzie zabrać
łapkę, wraca prawie zapłakana - był, wchodził do klatki,
szybko szłam, spłoszyłam go!! Cóż, poczekamy jeszcze chwilę.
0.45
- ostrożniutko podjeżdżam samochodem przez chodnik bliżej
klatki - może to go nie spłoszy, jeśli go nie ma, to wracamy.
Jest, siedzi w klatce!!! Zamkniętej!!!
Dalej
standard - do samochodu, szybka fotka - tragiczne oczy, zwłaszcza
jedno, do lecznicy, odpchlenie, odrobaczenie, dwa antybiotyki w
zastrzykach + wzmocniona biodacyna do oka. Wg wstępnych oględzin
wątpliwe, czy to oczko da się ocalić .… Kotka, ok.3-4lata,
raczej niesterylizowana, absolutnie domowa, futro bardzo
sfilcowane.
W
dt powarczała na koty, gdzieś się schowała, rano wyszła, dostała
kropelki - tak wyglądało oczko
Mała
z Wapiennej - po pracy znów lecimy do weta…. A dziś wieczorem /
nocy będziemy łapać to trzecie chore… Za dużo czasu chyba ten
kociak nie ma….
Jeśli
możecie pomóc - to bardzo prosimy -
FFA
Łódź 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040
Z
dopiskiem Wapienna - na małą
Albo
Serena - na kudłatą
A
następnym razem zaciskajcie kciuki o 22-giej, nie po północy !!!
To
pisałam ponad tydzień temu.
Ktoś
mi powiedział, że gdzieś na Placu Barlickiego wisi ogłoszenie o
zaginionym długowłosym szylkretowym kocie. Któregoś wieczora
pojechałam, obleciałam Plac, znalazłam ogłoszenie - syberyjka,
na pewno nie ta, ale zadzwonię, może… Jednak nie nasza, na
szczęście tamta już wróciła do domu.
W
międzyczasie mała biała szylkretka codziennie jeździła do
lecznicy, dostała chyba półtora litra kroplówek, stosowną ilość
antybiotyków, probiotyków i uodparniaczy, oraz coś, co wygląda
jak mleko, jest jakimś białkiem chyba, jest w torebkach podobnych
to torebek z krwią i kosztuje ponad 200zł za opakowanie. Tego
preparatu oczywiście niewiele - tyle, ile się daje do kroplówki.
Nie wiadomo, co konkretnie pomogło, w każdym razie - 06.02.2015
już w zasadzie normalnie je. Nie za dużo, więc jest dopychana
convalescence, ale razie wszystko wskazuje na to, że wyzdrowieje.
Biedna
i chora mruczała i przytulała się, teraz już ucieka, chowa się
pod wannę, znów próbuje gryźć - no i Lucynka zapakowała ją
do klatki - łatwiej oswoić ślicznotkę. Rudi (kot) i Fuks (pies)
pomogą, są w tym świetne.
Tego
trzeciego z Wapiennej nie udało się złapać - tzn karmicielka
wraz z Ewą Mrau złapały w ręce chorą burasię - ale
siedmiomiesięczną i oswojoną, z naciętym uszkiem, na pewno nie z
miotu „naszych”. Pewnie komuś uciekła… Na szczęście
znalazła dt. To trzecie „nasze” nie pojawia się, i tak naprawdę
nie wiemy, czy już go nie ma, czy w ogóle nie było? Karmicielka
tradycyjnie, nie za bardzo rozróżnia „swoje” koty…
W
czwartek 05.02.2015 poszłam z kudłatą szylkretką do lekarza - i
została w lecznicy na zabieg. Bo w oczku coś złego się zadziało
- coś pękło, wylało się, nie dochodziłam co, bo jakoś słabo
mi się zrobiło. Wczoraj od razu dostała zastrzyk przeciwbólowy.
Dziś
po kompleksowych zabiegach wróciła do domu tymczasowego -
usunięcie oczka, sterylka, wygolenie dredów z podwozia, remont
paszczy. Chyba czuje się lepiej - mam nadzieję, że to nie tylko
środki przeciwbólowe pooperacyjne, a ulga - to oczko musiało
strasznie boleć - nie pozwalała w ogóle dotykać twarzy. Nie
siedzi pod łóżkiem, śpi spokojnie na poduszce, przychodzi się
pogłaskać, mruczy.
Nie
lubi kotów.
Muszę
podjechać do lecznicy po fakturkę - wiem, że 250zł, na taki
zakres zabiegu jest to cena wyjątkowo specjalna - dziękujemy
lecznicy, jak zwykle.
Ile
kosztowało leczenie małej białej szylkretki - jeszcze nie wiem,
muszę do drugiej lecznicy po fakturkę.
Jeszcze
czeka ją i pozostałą trójkę kociaków (czarne siostrzyczki i
małą szylkretkę szczepienie….
Na
te maluszki z Kozin mamy do Państwa 160zł - bardzo dziękujemy.
2015-02-01
Katarzyna B. S. Syców - 50zł
2015-02-02
Katarzyna A.M. Łódź - 20zł
2015-02-02
Jan M. M. Łódź - 50zł
2015-02-02
Grażyna M. Łódź - 20zł
2015-02-07
Grażyna G. Łódź - 20zł
czwartek, 22 stycznia 2015
Marmurkowa Tosia - pożegnanie
opowiedziała Ania
Mieszkała w rejonie Placu Barlickiego. Urodziła się wiosną 2013. O właściwej porze karmicielka ją wysterylizowała.
Mieszkała w rejonie Placu Barlickiego. Urodziła się wiosną 2013. O właściwej porze karmicielka ją wysterylizowała.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Pirat z Motylowej
opowiedziała Ania
Motylowa… obok Jesionowa… dwie prostopadłe malutkie uliczki na Radogoszczu
Zachodzie, które wspominam niestety dość niemiło… Wyjaśnienie potem, na razie to,
co najważniejsze - prośba o pomoc dla Pirata.
Motylowa… obok Jesionowa… dwie prostopadłe malutkie uliczki na Radogoszczu
Zachodzie, które wspominam niestety dość niemiło… Wyjaśnienie potem, na razie to,
co najważniejsze - prośba o pomoc dla Pirata.
sobota, 17 stycznia 2015
Mamrotek- kot pomagający.
Dostaliśmy prezenciki. Zadowoleni byli wszyscy z tych dni świątecznych i nagle łubudubu i wojna wokół nas.
czwartek, 15 stycznia 2015
Baryłeczka
22
grudzień 2014 - trochę mokro, trochę zimno, w końcu grudzień.
Wychodzę z pracy, ciemno, ponuro, chcę do domu, jeszcze muszę
zajechać do chorej Cioci do szpitala. telefon:
- Kiedy pani
będzie?
- Gdzie będę?
wtorek, 30 grudnia 2014
Pożegnanie Pana Kota
opowiedziała Ania
Opowiadanko - pożegnanie, równie krótkie jak historia tego kota u nas…..
Opowiadanko - pożegnanie, równie krótkie jak historia tego kota u nas…..
Na przełomie
września i października 2014 łapałyśmy z Ewą Mrau kociaki w zrujnowanym
pustostanie przy Wschodniej 19.
środa, 24 grudnia 2014
Taka sobie historia...
Czytelnikom tego blogu historia jest znana, ale ubrałam ją w bardziej fabularną formę - może będziecie chcieli poczytać w Święta :-)
Dawno, dawno temu żyła sobie śliczna bura kotka. Miała swój
własny domek, do którego trafiła jako maleńkie kociątko. Kochała swoją dużą, a
duża kochała ją i ciągle głaskała, przemawiając czule. Były bardzo szczęśliwe
przez wiele lat. Aż któregoś dnia rano Kicia ze zdumieniem stwierdziła, że jej
opiekunka nie wstała jak zwykle, aby przygotować śniadanko. Kotka próbowała ją
obudzić, ocierała się, zaczepiała łapką, ale to nic nie dało. Duża leżała
nieruchomo... Kicia nie wiedziała, co zrobić. Była głodna, chrupki,
pozostawione od wczoraj w miseczce szybko się skończyły.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Łapanie kotki jednooczki
opowiedziała Ewa
a
teraz to Wam opowiem Jak
to z tą łapanką było
jakiś
czas temu Jola
pożyczyła ode mnie podbierak na karpie (ryby,
znaczy)
łapanie
ćwiczyła na swoich dzikusach w domu
(zastrzyki dawać musiała, czy tabletki, nie pomnę już)
bardzo
się bała tego łapania na Dworcu,
bo wiedziała, że to będzie tylko ten jeden raz
sobota, 20 grudnia 2014
Mamrotek- kot poszukujący spokoju.
Kiedyś jak byłem zajęty przetrwaniem, poszukiwaniem jedzenia i spokojnego kąta żadne myśli o szczęściu, roli kota w życiu ludzi nie przychodziły mi do głowy. Byłem tylko fizyczny.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Schroniskowy Puszek
W kociarni.
Nie będę pisać, że mi serce pękało,
ani że chciałabym wszystkie zabrać, bo to nieprawda.
Koty są inne niż psy.
Nie rzucają się na siatkę, nie
miauczą przeraźliwie, zachowują majestatyczny spokój.
Ale – w pierwszym boksie, do którego
weszłam zwróciła moją uwagę piękna pingwinka.
Mam słabość do pingwinów.
Przykucnęłam, a ona podeszła. Pogłaskałam lśniące futerko,
pogadałam z wolontariuszką; dowiedziałam się, że mogę ja wziąć,
ze jest młoda i ma na imię Emma.
Odeszła ode mnie zanim wyszłam z
boksu. Wiedziała?
czwartek, 20 listopada 2014
środa, 19 listopada 2014
Złamana łapka cz4.
napisała Ania
Kotek już w dt, prosimy o pomoc finansową na
pokrycie kosztów operacji łapki - jeśli ktoś może - to
bardzo będziemy wdzięczni - na połamańca na konto FFA Łódź 71 1020 2313
0000 3802 0442 4040.
A poza tym? Ów potencjalny dt -
znalazca kota - powiedzmy S.
- nie odezwała się… Pewnie po raz kolejny dałam się zrobić w
bambuko.
wtorek, 18 listopada 2014
Mamrotek- artysta wielki.
Mistrz, Miszczunio, Ten co potrafi wyrwać człowieka ze złotego snu, Nawiedzony Kompozytor, Twórca niedościgniony dźwięków niezbyt kojących- tak mnie nazywają. Przecież nie moja wina, że jesienią koty odczuwają silną potrzebę artystycznej twórczości. Jakoś tak mi się porobiło w duszy, że nie da rady bez
Mały połamaniec cz.3
napisała Ania
Wczoraj (niedziela) dzwoniono z lecznicy - mały
jest do odebrania. Wróciłam do domu dość późno (tradycyjnie -
nagłe a terminowe zlecenie) i już nie miałam siły telefonować z pytaniem
czy propozycja dt jest aktualna.
poniedziałek, 17 listopada 2014
Altówka cz.3
W niedzielę wieczorem koteczka obwąchała
talerzyk z jedzonkiem -
filet z indyka, kurze serduszka, kiełbaska, szyneczka, gourmecik. Miałam wielką nadzieję, że coś zje, nawet liznęła
tego indyka, może ze dwa strzępki zjadła
- ale to jeszcze nie to….
Poniedziałek bardzo rano - po
kolejnej kroplówce z talerzyka jw. polizała gourmeta - ale
nie zjadła, no, może tyle, co na języczku się zaczepiło. Ale odniosłam wrażenie,
że jest nieco żywsza, np. uciekała
- łapałam ją na kroplówkę.
Może…
Oby….
Dziś wraca do lecznicy na dalsze płukanie. Kciuki
bardzo potrzebne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)



