piątek, 14 grudnia 2018

Jeż i koty.

W grudniu wszyscy skupiają się na przygotowaniach do świąt. Wybierają prezenty, kupują choinki. U nas w tym roku to czas poświęcony jeżowi. Waleria zachowuje się fanaberyjnie.
Jeden dzień je, kręci się na kołowrotku, a następnego dnia nosa z domku nie wystawia. Pożywienie nie znika z miseczki, cisza w klateczce, więc Halinka problem ma.
Takie przymilne, ufne zwierzątko zrobiło się dzikie. 
Każdy ruch powoduje zwijanie się w kule, głośne prychanie. Zero współpracy za to dosadna informacja, żeby się odczepić.   
Święta, niech będą.
. Żadna nowość i gdyby nie ich klimat jakiś taki kojący i niosący nadzieje, że świat się kiedyś zmieni na lepsze, opiekunka chętnie podziękowałaby za tak dużo dni z zamkniętymi lecznicami dla zwierząt. 
Myślałem, że jeżyca wygra z pomysłowością człowieka i wyraźnie zaznaczy, że nikt kolczastym stworkom narzucać swego zdania nie będzie.  
Przegrała. Halinka nakupiła smakołyków. Suszone świerszcze, mączniaki miesza z odżywczą karmą i Waleria takim specjałom nie może się oprzeć. Mnie też głupiemu wpadł do kociej głowy  pomysł zjedzenia  owadziego suchara. Jednego tylko. Ożeż kurcze, jak mnie potem drapało w gardle. Nawet myślałem, że mamrotkową anginę złapałem. Paniusia tylko oschle wymamrotała, że niby sam sobie jestem winien. 
A ja jak się kiedyś  tam zbyt lekko ubrała i kichała mocno to leżałem obok i dotykiem leczyłem. Nie wypominałem błędów w wyborze stroju, tylko współczułem. 
Koty zbyt dobre dla ludzi są. Dziwicie się pewnie, że igiełkowe cudo nie było jeszcze u doktora. Narady telefoniczne się odbywają. Filozoficzne bardziej niż medyczne. 
Wiadomo, że pierwsze przykazanie doktorów i opiekunów brzmi- Po pierwsze nie szkodzić. Stres szkodzi, więc dopóki Waleria na ciężko chorą nie wygląda nie zostanie poddana medycznym torturom. 
Znaczy ma mieć zapewniony dobrostan przez który ja w nocy nie mogę spać. Sprawdza ów dobrostan opiekunka nawet o piątej rano. Leżymy całą czwórką w ciepłej pościeli, każde z nas w cieplutkim dołeczku obok Halinki i nagle trach, kobiecina zrywa się z łóżka, bierze ledową świeczkę i prawie na czworakach lezie po mieszkaniu. To my po cichutku za nią. Stajemy koło klatki i patrzymy jak ludzka postać się prostuje i wypuszcza z płuc powietrze. Ja jako najbystrzejszy wskakuję  na stół i  widzę lekko zdziwione spojrzenie jeża. No co wy spać nie możecie, co to za zgromadzenie mówią jego oczy. Smaczku tym scenkom dodaje księżycowe, zimne oświetlenie jakie zapewniono jeżowi w ramach poprawy jakości życia. 
Uważam, że opiekunka powinna jeszcze astronomię postudiować. Bywają przecież ciemne noce, bezksiężycowe. Niech sprawdzi w kalendarzach jak już chce naturalność w niewoli stosować. 
Taaa... posiadacze domowych czworonogów ( jeż też ma cztery łapki) muszą się uczyć całe życie. Nawet ogrodnictwo zainteresowało Halinkę w momencie pierwszej wpadki z zasianą trawą. Nic biedaczce nie wyrosło. Rolnicza klęska. Doszła do wniosku, że nie ma tzw. ręki do roślin, chociaż ku naszej kociej uciesze  owies pięknie jej obradza.

1 komentarz: