środa, 5 grudnia 2018

Pospolite ruszenie


2018.11.23, piątek wieczór - dzwoni Jola, sąsiadka z osiedla:
- Aniu, tu na parkingu pod samochodami płacze kot, czarny, boi się podejść.. Trzeba go złapać, zamarznie..
- Jestem poza Łodzią, będę za jakieś dwie godziny. Może Animal Patrol? Tylko oni go nie złapią, najwyżej zabiorą. Podjadę wracając, może będzie.
Nie było go, nic dziwnego, ciemno, zimno.

2018.11.24, sobota - mam koci kurs do Lutomierska, rano idę poszukać - kota nie ma, jest pusty pojemnik po jedzeniu i drugi, z zamarznięta wodą. Kota brak, kiciam - nic. Zostawiam saszetkę. Wieczorem i w niedzielę podobnie. Jola nie dzwoni - czyli nic nowego nie wie.

2018.11.26, poniedziałek - kolejne ogłoszenie. Czyli kot jest. Kontaktuję się z  autorkami. Jedna z nich widuje kota rano po drodze do pracy, około 8mej. Pora nie dla mnie, już muszę siedzieć za biurkiem. Pozostajemy w kontakcie, pani będzie podkarmiać, niech się trzyma miejsca.
2018.11.28, środa - jakoś w ciągu dnia udaje mi się podjechać, rozmawiam z  panem z pieskiem, wskazuje blok, gdzie kot właśnie pobiegł, pod blokiem pan grabi liście - a tak, kot jest tu codziennie o 7mej, ktoś przez okno zrzuca mu chrupki. Miejsce, gdzie kiedyś karmiła koty p.Łucja - zaciszne w załamaniu bloku, „zadaszone” balkonem. Pokarmię kilka dni, przyzwyczai się, potem klatka łapka.
2018.11.29, czwartek - 7ma rano, idę z miseczką, kot miaucząc przybiega, podchodzi blisko, ale dotknąć się nie daje.
2018.11.30, piątek - znów 7ma rano, czeka na mnie, dobra, stawiam klatkę, odchodzę na bezpieczną odległość - za daleko, jak się za chwilę okaże, bo kot łapie się w klatkę, chwilę miota i zanim dobiegnę, wyłamuje pręcik i wieje… Fatalnie, bo w  sobotę mam jechać po tę szylkretkę uciekinierkę wakacyjną (pisałam, cudem złapana), a klatka rozwalona, no i drugi raz nieprędko się złapie. Nic, trzeba karmić, przyzwyczajać i  czekać.

2018.12.01, sobota rano - jest, czeka - ale na pustej, ogrodzonej solidnym płotem działce na przeciwko miejsca karmienia. Płacze, widać głodny - ale bardzo ostrożny, do jedzenia podchodzi po moim odjeździe - zawróciłam i sprawdziłam. No i co rano to samo - karmię, leci jeść dopiero, kiedy odjadę.
2018.12.03, poniedziałek wieczór - telefon - pani z bloku, siedzą z panem z tegoż bloku koło kota, głaszczą go, ale nie mają kontenera… Jechałam ze swoim zwierzem do lecznicy, zatrzymałam się - chciałam podejść, zwiał. Zapamiętał mnie i woli trzymać dystans… Umawiamy się, że ja karmię rano, pani albo pan wieczorem, chodzą wieczorem z kontenerkiem, może uda się go zapakować. Ostrożnie - niech mają na uwadze, że kot posiada zęby i pazury. Jeśli nie - za jakiś czas klatka-łapka.
2018.12.04, wtorek późne popołudnie - dzwoni pan K., który przy swojej firmie karmi koty, znamy się od lat, razem z p.Łucją sterylizowałyśmy te koty, od niego był w  grudniu 2016 Kot Świąteczny, potem czarna kotka z niewydolnością nerek - tylko do lecznicy pilotowałam, na Retkinię, tak prosił. No więc dzwoni pan K, czarny kot płacze pod blokiem. Kolejny czarny, szlag. Kieruję do Wioli - Retkinia, za moment dzwoni Wiola - ty, ten kot jest na Wspólnej! Jak na Wspólnej, jak gość z Retkini? Do pana K. - tak, kot na Wspólnej, pan K. tam mieszka, na Retkini to rodzina, która się nerkową kotką zaopiekowała. Kamień z serca, że to ten sam, a nie kolejny czary kot. Jestem w pracy, mogę tylko skontaktować pana K. z pozostałymi ‘polowaczami” na kota - co czynię.

Polowacze” zadziałali skutecznie - ok.19tej kot siedział w kontenerze, pilnowały go dwie osoby, pan K po dwugodzinnym czuwaniu poszedł się odmrażać.
Zabrałam, 3 minuty przez zamknięciem wpadłam do lecznicy - dziękuję P.Dr za cierpliwość. Chipa brak, kastrat jakieś 7-8lat, paszcza do remontu, na razie antybiotyk, by wyciszyć stan zapalny, za kilka dni morfologia, biochemia i sanacja paszczy. Oczywiście odpchlenie i odrobaczenie.
Kocisko bardzo łagodne, bardzo przerażone i rozpłakane. Popiskiwał całą noc, rano też się żalił na zły los - trzeba mu szukać dobrego domu, raczej ktoś go wyrzucił niż zgubił - trzymał się jednego miejsca, podchodził do ludzi, gdyby właściciel chciał znaleźć - znalazłby bez problemu.
Zdążyłam jeszcze odebrać tę wczoraj opisywaną burobiałą niedzielną koteczkę po sterylce - i tu uwaga - kotka bez naciętego uszka, z dużym brzuszkiem, na wszelki wypadek zrobiono usg, które nie wykluczyło ciąży. Więc najpierw szukano blizny, a potem trzech lekarzy kolejno grzebało w kocim brzuszku - macicy nie znaleziono, kotka była wcześniej wysterylizowana. Czyli opowieści o usg pokazującym, czy kotka wysterylizowana, czy nie - trochę miedzy bajki radzę włożyć, nacięte uszko lepsze.
A, i jeszcze podrzuciłam małą styropianową budkę na podwórko starszej pani, wcześniej ja naprędce produkując przy pomocy kolegi.
Dziś muszę oddać kontenerek kocurka, nie bardzo wiem, komu, zamieszania trochę było i pogubiłam się.
Oto wczorajsza Pszczółka, jeszcze nieco znarkotyzowana, i dzisiejszy Oktawian:

Puenta? Jeszcze nie ma, będzie, jak oboje znajdą domy.
A na razie - fajnie jest, że tyle osób zauważyło (i usłyszało) jednego zwyczajnego kota, że nie tylko zauważyło i gdzieś zgłosiło, ale czynnie postarali się mu pomóc, zresztą bardzo skutecznie. Takie kocie pospolite ruszenie. Sąsiedzi z mojego osiedla - przywracacie wiarę w ludzi. Dziękuję Wam.
Jeszcze prośba o pomoc finansową - bo miasto co prawda ma pilotażowy program leczenia kotów wolnożyjących, ale nie wchodzi w to porządkowanie paszczy. No i wolnożyjący to on nie jest… Oddać do schroniska - szkoda…
Pomożecie? Jeśli tak, to 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040 Fundacja For Animals Oddział Łódź 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 - dopisek - czarny ze Wspólnej.
W szukaniu domu też pomóżcie - naprawdę fajne koty - oba-dwa .

1 komentarz:

  1. Quality articles is the main to interest the useds to go to see the website,
    that's what this website is providing.

    OdpowiedzUsuń