Ma
to być krótka notatka, bo i cała akcje króciutka. Ale chyba się
nie uda - gaduła jestem… A pomysłu na tytuł zwyczajnie nie
mam.
No
więc w sierpniu 2016 pomagałam p.Małgosi wyłapać koty i kociaki
na parkingu przy Marysińskiej / Górniczej. Dorosłe koty trzy,
kociaków pięć czy sześć, sporo. Ktoś miał zabrać kociaki, ja
miałam tylko pomóc w wyłapaniu - od jakiego czasu bardzo
dokładnie określam zakres pomocy, nauczona doświadczeniem.
W
rezultacie wspólnie z p.Małgosią zgarnęłyśmy wszystko, dorosłe
na ciachnięcie i do wypuszczenia, a maluszkami musiała
zając się p.Małgosia sama, bo… no bo tak wyszło. Akcję
opisałam w tekściku „Gorący sierpień 2” - dla
zainteresowanych link
http://domowepiwniczne.blogspot.com/2016/09/goracy-sierpien-odcinek-2.html
No
i wczoraj znów telefon - jeden z kotów chory, nie daje się
złapać, pomocy. P.Małgosi udało się pobrać gila na posiew, ale
kota nie umiała złapać. Jak zwykle mało czasowa jestem,
umówiłyśmy się na 6.30 rano - dla porządku data, 2019.04.12.
Trochę trudno było mi wstać, bo wczoraj odwoziłam do koleżanki
pod Łódź dwa piękne długowłose kocurki - na dooswojenie, robi
to znakomicie, no i późno wróciłam.
Oto
te cuda - dymny kudłaty z Wacława, „prezent” do Ewy Mrau,
zdjęcie też Ewy, swojego jeszcze się nie dorobiłam, biały - z
tekstu „Przysluga” - już nieco porośnięty futrem. Po drodze
przeleciałam z nimi przez lecznicę, przegląd, odrobaczenie, chipy,
uzupełnienie książeczek zdrowia, i w podróż. Oba kocurki
„zestresowały” się w kontenerkach, zostawiłam
koleżance dwa kudłacze do prania…. Oto one, jeszcze czyste:
No
więc dość trudno było mi wstać, bo mój poranny obrządek to 2
godzinki, a wróciłam sobie nocką. Zdrzemłam się (bo szybko)
nieco, wstałam o bandyckiej porze i zdążyłam na tę 6.30. W
kocich butach i dziurawych dżinsach, z biurową spódnicą i obuwiem
w garści.
P.Małgosia
była, kot był. Jak zwykle zdjęcia dopiero po akcji, wcześniej
adrenalina i stres ogłupiają (mnie). Kot zastanawiał
się, czy podejść do miseczek i klatki, my gadałyśmy. Tamte
kociaki p.Małgosia z pomocą siostry wyadoptowała, trójka
dorosłych musiała wyprowadzić się z parkingu, bo koty to straszne
szkodniki, gryzą kable, dewastują samochody - no sami wiecie. Na
szczęście mogły zamieszkać u życzliwych sąsiadów,
znalazło się miejsce na kocią rezydencję, a dla p.Małgosi na
kuchnię polową.
Kot
zdecydował się podejść, ale nie do michy czy klatki, raczej do
p.Małgosi. Lubi być głaskany, ale zraził się nieco tym
pobieraniem wymazu na posiew. P.Małgosia przytomnie złapała go za
kark, docisnęła do ziemi - mało się wyrywał - i razem
wepchałyśmy do kontenera. Zasmarkany okrutnie.
Uff.
Przykryty
został ręczniczkiem, coby się nie stresował. Pogadałyśmy
jeszcze chwilkę, zrobiłam zdjęcia, zwiedziłam kocią rezydencję.
Przyszła kotka - Ciotka, którą dwa lata temu łapałyśmy -
boczkiem, jest bardzo ostrożna. Matka kociąt, też wtedy
wysterylizowana, łagodna, dawała się brać na ręce - zniknęła
w grudniu 2017. Może ktoś ją wziął do domu? Stare zdjęcia:
I
jeszcze oglądanie kocie rezydencji - - sami zobaczcie. Buda
dwupokojowa ze stołówką na werandzie, dach porządnie kryty papą,
na zimę przyrzucona jeszcze kocykiem. Stoi sobie na palecie, drewno
solidnie zaimpregnowane, na werandzie micha z chrupkami i drugą z
wodą - jak kotek w nocy chce coś przekąsić, wychodzi
z sypialni i ma. Jak pada - też mu wygodnie. Albo może
posiedzieć na werandzie i popatrzeć na deszcz.
W sypialniach kocyki ciepłe i często prane - czyściutko,
cieplutko - fajnie.
O
wygodę p.Małgosi zadbał gospodarz terenu - oto stanowisko
przygotowywania posiłków. Luksusów może nie ma, ale doceni takie
warunki każdy, kto rozkłada miseczki i puszki na ziemi, w
przysiadzie albo na kolanach.
W
sumie nie wiem, po co byłam p.Małgosi potrzebna - kota złapała
sama. Może do podania kontenerka? Może do moralnego wsparcia?
Nieważne, grunt, że kot trafił do lecznicy, że będzie leczony.
A
po drodze do pracy spotkałam takiego jegomościa - na kompletnym
luzie. Stał sobie pod bramą - może czekał, no kogoś, kto do
podkarmia? Widziałam w okolicy takie sytuacje.
Fajnie
pracować prawie w lesie .
dzwoniła p.Małgosia - ko wyleczony wrócił do siebie, nieufny przez pierwsze dni - znów pozwala się głaskać.
OdpowiedzUsuń