sobota, 16 maja 2015

Koty podziemne

Dostałyśmy wiadomość, że na parkingu przy Dąbrowskiego żyje dużo kotów w złym stanie.
Pojechałyśmy. Parking pusty, bo sobota. Ustawiłyśmy klatki na – nie wiem jak to opisać – metalowe szerokie szyny, pod spodem wielka dziura, dookoła chwasty, a wszystko to odgrodzone od parkingu zaporą ze starych opon. W tle ruina starej fabryki.


Najpierw pokazał się pingwin. Posiedział sobie trochę wśród chwastów, potem przeniósł się na te metalowe elementy niedaleko od klatki. Wkładką mięsną w klatce nie był zainteresowany wcale. A podobno nikt tych kotów nie karmi... Posiedział, posiedział i poszedł w dół – może tam jest piwnica? Niestety, żaden człowiek tam się nie zmieści.

Potem pokazał się kotek biały w czarne łaty.
Na moje oko kotka w ciąży. Pokręciła się i poszła na dół. Kolejny był czarny, zrudziały kot, który nawet nie raczył należycie zapozować, od razu udał się do piwnicy... Ania dołożyła whiskasa do klatek, bo naprawdę brak zainteresowania kotów żarciem był zadziwiający.

W tym czasie na terenie banku pokazał się buras i zmierzał do nas jak po sznurku. Wlazł na szyny, ułożył się kawałek przed klatką i zaczął myć futerko.
Poszłyśmy sobie. Kotek postanowił się ruszyć i jak po sznurku wlazł do klatki, zamknął – i już! Kotek śliczny, chociaż chyba niemłody, jedno oko mętne i roztaczał wokół czarowny aromat. Ania przełożyła, ja przykryłam kontener własną bluzą (oj, głupia ja). W międzyczasie za siatką przemknął biały kot, zniknął w jednym ze zrujnowanych budynków. Ania konferowała z kimś telefonicznie, a ja widzę, że z tyłu idzie czarny kot.
Oczywiście zmierzał na imprezę w piwnicy ;-) Znowu kotka w ciąży...

W międzyczasie rozmawiałyśmy z panią strażniczką, która owszem koty widzi, koty są karmione, ale na teren nie wolno, jej nie interesuje, ona nie wie i ma co innego do roboty. Na argumenty, że za chwilę kotów będzie trzy razy tyle nie zareagowała. Ogólnie – nie wolno. Szkoda, że nie wytłumaczy kotom, że rozmnażać się nie wolno.

Powoli kończył mi się czas, Ania chciała jeszcze zostać, więc postanowiłyśmy przestawić klatki, bo poruszanie się po tych oponach, gruzach i szynach jest naprawdę niebezpieczne, szczególnie dla jednej osoby bez żadnego zabezpieczenia. Poszłyśmy w kierunku klatek gdy pojawił się kolejny kot. Czarny, mocno zrudziały. Wycofałyśmy się, a on zafundował nam emocje:

-wchodzi

-nie wchodzi

-wchodzi

-nie, jest za klatką

-teraz przed klatką

w końcu wlazł, zamknął.
Też kocur, choć nie tak intensywnie woniejący jak bury. Pokiereszowany i dziki. Ania zabrała je do lecznicy, niestety (weekend!) nie na talony.

Jutro spróbujemy przed świtem, może uda się złapać te kotki w ciąży. Nie wyobrażam sobie wydłubywania kociąt spod tych szyn. I bardzo prosimy o pomoc.


Fundacja For Animals - Oddział Łódź
40-384 Katowice, 11go Listopada 4
nr konta nr 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz