sobota, 26 października 2013

Kleks - pomogły siły nadprzyrodzone

opowiada ansk
Wspomnienia, wspomnienia - już mówiłam, że chętnie wrócę do wspomnień, do historii kotów, z którymi się zetknęłam. Że niektóre z nich są wręcz niesamowite, ale wszystkie mają wspólny mianownik - zdarzyły się naprawdę.

To wątek z kociego forum.miau.pl. w którym na bieżąco opisywane były poszukiwania Kleksa http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=13&t=99482&hilit=Kleks - możecie skonfrontować wpisy i tę historię, dla ułatwienia posługuję się forumowymi Nickami uczestników akcji..

Magicmada prosiła, bym opisała historię cudownego odnalezienia kotka Kleksika, który przyjechał z Kielc do DS w Łodzi - i prysnął.

Uczestniczyłam w końcowej fazie poszukiwań kota, z opisów w wątku i z opowiadań (głównie Femki) znam początek, postaram się to w jakoś chronologicznie uporządkowany sposób opowiedzieć, wspomagając się cytatami z wątku. Piszę oczywiście z mojego punktu widzenia - stąd pewnie jakieś nieścisłości I wtręty osobiste. 

Bardzo chcę podkreślić kilka moim zdaniem istotnych spraw:
 

kot był bliziutko miejsca, z którego uciekł, w zasadzie w najbliższej kryjówce, próbował wrócić do domu - mimo że był w nim tylko kilka dni (piątek - poniedziałek),


był wygłodniały - nie umiał sobie znaleźć pożywienia, mimo że dość blisko był kocia stołówka - i prawdopodobnie zginąłby z głodu, jak kilka domowych „zgub”, które trafiły do nas zbyt późno.



3 września 2009, czwartek - Kleks zginął

Na forum pojawia się wiadomość Fiony.22 - „Kleksik pojechał do domku w piątek 29.08.2009, w poniedziałek 31.08.2009 nawiał z domu, między nogami przez drzwi. Wg informacji DS kot uciekł w kierunku południowo-zachodnim i tam był po kilku dniach widziany”.

Tego samego dnia wieczorem Femka zawozi do DS klatkę-łapkę. DS (pani z synami) przeszukuje okolicę grzechocząc chrupkami i rozsiewając woń waleriany. Pojawiają się ogłoszenia na forach internetowych, rozklejane są ogłoszenia drukowane, zawiadomione okoliczne lecznice, schronisko, fundacje, karmiciele - w tym rejonie mało jest kotów wolnożyjących, i mało karmicieli..

Femka pisze: „blok, z którego Kleks nawiał, znajduje się tuż przy ogromnym, dziko zarośniętym polu, za którym jest lasek. Trawy sięgające miejscami do pasa. Synowie opiekunów szukali w nocy. Ogłoszeń jest masa. Ludzie zrywają, ale zaraz chłopaki naklejają na nowo. Ogłoszenia są na tyle widoczne, że ludzie widzący nas w czasie poszukiwań pytali, czy to o tego koteczka właśnie chodzi. Niestety obszar jest w dzień uczęszczany przez ludzi z psami”.



6 września 2009, sobota - Kleksa nie ma

Fiona.22 pisze: ”chyba do psychiatry muszę iść... dzisiaj mi się śniło, że Kleksio spał w szafie, która stała na ulicy. I wystarczyło podejść i go wziąć... tych szaf było więcej tak jakby takie pokoiki dla kotów, obok mieszkały inne koty.

Był telefon, że Kleksik był widziany dwa dni z rzędu (wczoraj i przedwczoraj) w okolicy posterunku policji przy ul Leszka Białego 2 blok 205, dzwoniła jakaś Pani, że mąż widział kota. Czy to Kleksik pewności nie ma ale ludziom, którzy dzwonili wydaje się, ze to właśnie on. .Jest tam w bloku wycięta kratka w piwnicy i dzisiaj jak nowa właścicielka Kleksika była go szukać to wyszły dwa koty burasek i czarnuszek z tej dziury...i zaczęły tarzać się w walerianie...Kleksa nie widać było ”

7 września 2009, poniedziałek - Kleksa nie ma

Znów telefon, że Kleksik biegał przez ulicę koło cmentarza. Ludzie pojechali z pułapką i złapali kocura, ale to nie był Kleksik . Bardzo podobny ale nie on .

Organizuje się grupa poszukiwawcza - we wtorek w nocy ma przeczesywać okoliczne ruiny. Dlaczego ruiny - ano dlatego, że zdeterminowana Fiona.22 skorzystała z pomocy tarocistki, która zobaczyła Kleksa w czymś niezamieszkałym, w dziwnym świetle, w towarzystwie gruzu czy cegieł.

8 września 2009, wtorek późny wieczór - przeczesywanie ruin

Ruiny to właściwie nie ruiny, tylko niedokończony budynek - rozlegle piwnice, ściany nie przykryte dachem - latamy z latarkami, klatkami, walerianą, whiskasem po wybojach, prowizorycznych schodach. po trawie do pasa, kiciamy, wołamy, starając się nie połamać w jakiejś dziurze. Skład ekipy - DS, Femka, Montes, Annskr.

Ruiny - ku mojemu zdziwieni - bardzo odległe od miejsca ucieczki Kleksa, ale ja sceptyk i maruda, więc milczę I szukam.

Jedyny rezultat - spotkanie z jakimś potężnym burasem. Do klatki na kastrację nie dal się zaprosić …..

Jeszcze oblatujemy wokoło oba kwartały bloków w sąsiedztwie DS I kwartał DS, zaglądamy pod iglaki, kiciamy wszędzie, szczególnie przy niezakratowanym, okienku węzła cieplnego, gdzie mieszkają koty, rozmawiamy z psiarzami na spacerach. Potwierdzają się nasze informacje - kotów tu mało, mają opiekę, najbliższe miejsce karmienia - wewnątrz sąsiedniego kwartału bloków, tego za ul.Kazimierza Odnowiciela.

9 września 2009, środa - Kleksa nie ma

Ktoś (może Femka, może siły nadprzyrodzone) ściąga do wątku I poszukiwań Delfinkę, kompletujemy ekipę na piątek. Nalegam, żeby zacząć przed zmrokiem, godz.17-18, żeby „za widoku” poznać teren. Dowiaduję się o Dellfnce, tarocistce, czytam o snach Fiony.22 I jej rozmowie z kotką Niusią - nieco mnie to wszystko śmieszy, wrodzony racjonalizm, w ogóle nie bardzo wierzę w odnalezienie tego kota bez Fiony.22, którą on zna i do której może podejdzie. Kota szkoda, ale te „nadprzyrodzone” wiadomości to jedyny punkt zaczepiania - spróbować można, jedną ciepłą noc mogę w dobrym towarzystwie nawet na bezsensownych poszukiwaniach spędzić.

Dellfinka pisze „Kociak żyje. Nie opuszcza tego środkowego sektora osiedla pomiędzy ulicami: Świdnickiego - Szczodrego i uliczką bez nazwy. To teren o takim śmiesznym trapezowatym kształcie.

Dziewczyny jeśli dogadujecie się na kierunki to musicie brać pod uwagę kompas. Budynek nr 13 stoi pod kątek na linii płn-zach - płd-wsch. Kociak najczęściej przebywa w ćwiartce północno-zachodniej. Aby to zobaczyć trzeba pokazaną wcześniej mapkę podzielić równo na ćwiartki tak, aby punkt przecięcia się linii przechodził w połowie tego budynku. Nie wiem jak to prościej napisać. Najlepiej gdybym wyrysowaną mapkę przesłała do kogoś faxem. W tej ćwiartce są dwa miejsca, w których można go zastać. Jedno jest na końcu budynku (N-W) aż do jakichś podłużnych obiektów. Drugie miejsce to północny narożnik budynku stojącego naprzeciwko. W nocy podchodzi pod okna budynku nr 13, a w każdym razie tej nocy. To jest jedna informacja”.

I dalej:

„powiem tylko tyle, że osoba która gdzieś tam poszła o poradę (nie pamiętam kto to był - Fiona.22 - dopisek mój) zrobiła dokładnie to co powinna, co nakazywała karma. A ja, gdy wstałam rano miałam bardzo dokładnie rozplanowany dzień, wiedziałam, co będę robiła. Potem odebrałam wiadomość, która trochę kolidowała z moimi napiętymi planami i byłam skłonna mój udział przełożyć o dzień-dwa pozostawiając działanie pań na miejscu. A potem sięgnęłam do kart i okazało się, że muszę dziś pomóc komuś, kto tej pomocy bardzo potrzebuje. Ciekawe, prawda?”

10 września, czwartek - Kleksa nie ma

Z pewną taką nieśmiałością czytam wpisy Delfinki - Delfinka „śledzi” kota wahadełkiem kartami z Warszawy, opisując miejsce wg obrazka z zumi, w trakcie czytania szczęka zaczyna mi opadać….

Nie mogę się dogadać z Delfinką przez telefon odnośnie lokalizacji na mapie, proszę o fax z zaznaczeniem ważnych punktów. Femka przesuwa akcję z piątku na dziś (czwartek), zaraz, oblookać za dnia, przed północą rozstawić klatki, jedna sztuka na dyżurze, do pilnowania klatek, a o świcie - szukać falangą - jeśli się wcześniej nie złapie..

Godz.11 - Delfinka straszy z kart: „Dzisiejszy dzień jest dla kociaka jak ruletka. Prawdopodobnie będzie przełomowy, z tendencją do pozytywnego zakończenia. Trzeba jednak pokonać parę przeszkód, a on sam musi uniknąć jakiejś agresji, nie może na siebie ściągnąć czyjego gniewu. Im mniej będzie miał okazji, czasu, tym lepiej. Ma szansę spotkać „przyjaciela”, (ale nie wiem czy to będzie człowiek czy inny zwierzak), który go poprowadzi, zaopiekuje się wskaże drogę… Dzisiejszy dzień powinien być dniem akcji. Ale w przeciwieństwie do wielu innych poszukiwań, gdzie wystarczy impet lub cierpliwość, powinno się wykonać porządny, inteligentny plan. Osoby organizujące poszukiwania dziś powinny wykazać się umiejętnością rozmowy z ludźmi, łatwością nawiązywania kontaktów, a jednocześnie być pozbawione skrupułów, kierując się wyłącznie na realizację planu. Jako pomocnik może się pojawić jakaś dynamiczna osoba i dobrze. Pojawią się dziś ciekawe pomysły, dzięki którym plan nabierze rumieńców. Jest też niebezpieczeństwo intryg, zawiści, zwątpienia. Jeśli ta opcja przeważy, to realizacja planu przejdzie w strefę złudzeń, nierealnych fantazji.

I przekłada na życiowe:

„Potrzebne są co najmniej 2 grupy osób, ale nie armia. Każda grupa z klatką łapką, dobrą przynętą, kocimiętką. Kociak jest nieśmiały, do obcej osoby nie podejdzie. Aby go zachęcić, dobrze byłoby na sobie mieć zapach kocimiętki (lub waleriany, jeśli on to lubi). Przynajmniej niektóre z Was mają wyśmienite doświadczenie w łapaniu kotów, więc uwaga dla pozostałych: jeśli kot sam nie podchodzi, to nie próbować go łapać w ręce, nie zachodzić z boków ani od tyłu, nie gonić (naprawdę niektórzy tak robią!), spokojnie trzymać dystans i gadać, gadać... (chodzi o to nawiązywanie kontaktu i uspokojenie). .Jeśli kot podchodzi pod rękę, to dynamicznie, mocno, pewnie i zdecydowanie chwycić za kark. Jeśli są jakiekolwiek wątpliwości co do pewności chwytu, absolutnie nie ryzykować, pogłaskać i gadać dalej, przyzwyczajać; potem pokazać nakładanie jedzenia i ścieżką zachęcić do wejścia do łapki. Tu właśnie jest ta ruletka, jej pierwsza część, jak kto się zachowa Nie wiem, gdzie jest komisariat, więc nie mogę się ustosunkować. Jeśli nie wiadomo, w którym dokładnie miejscu kociak przebywa w momencie rozpoczęcia akcji (to jest druga część ruletki), to oczywiście należy powolusiu chodzić i wołać, zostawiając w powietrzu miłe zapachy np. na butach. Ale ten obchodzony teren nie może być duży, bo kot zacznie łazić po dużym obszarze i się nie znajdziecie, pogubi się w zapachach. Więc to jest pewne ryzyko, którego może nie warto tu podejmować? I jeszcze jedna uwaga: nawołując należy zawsze iść w kierunku klatki, a nie odwrotnie! Naprowadza się kota na właściwe miejsce. Kot na pewno uciekł przez okno. I do tego okna wraca. Mieszkanie jest pewnie na parterze (nr 2). Gdyby opiekunka zostawiała na noc to okno otwarte, a na wewnętrznym parapecie pachnącą ścieżkę prowadzącą do pachnącej przynęty, nie byłoby tej całej afery. Z tego, że kot podchodzi do budynku od strony podwórka wnioskuję, że tam jest okno, przez które wyszedł. Jeśli tam nie okien tego mieszkania, to oznacza, że po prostu chodzi i może jedzenia szuka, zwiedza, a nie próbuje wrócić. Jeśli będę wiedziała, o której poszukiwacze dotrą na miejsce, możemy spróbować ustalać na bieżąco miejsce pobytu”.

10 września, czwartek wieczór - Kleksa nie ma

Z uwagi na niespodziewanie przyspieszenie terminu akcji jedziemy tylko we trójkę - Femka, Hydra_pl i ja. Dojeżdżamy, wchodzimy na parking - te podłużne obiekty to wiaty garażowe, idziemy do końca środowej - a tam stare meblościanki, szafy (sen Fiony.22??). Obok jakieś złomy - arkusze blachy falistej, zardzewiałe pręty zbrojenie…. Przeszukujemy te szafy, puste, stawiamy klatkę wg wskazań Dellfnki. Zaglądamy pod samochody, pod pokrowce na motocyklach, kiciamy, staramy się być ciche, mile i spokojne, bez wykonywania nerwowych ruchów. Adrenalina, nerwy, nadzieja….

Femka wiesza się na telefonie do Delfinki, będzie tak wisiała do końca akcji:)

Pertraktujemy z panem parkingowym wejście na teren po 23-ciej, bo parking jest zamykany.

Ustawiamy klatki wg wskazań Delfinki, i czekamy, co jakiś czas (a właściwie co trzask) nerwowo oblatując klatki i wypraszając nich jeże. Pętamy się po parkingu - ściemnia się,. Pan parkingowy zapala światło pod wiatami - jarzeniówki, zimne, upiorne, dziwnie, robi się trochę niesamowicie i strasznie, o dziwnym świetle wspomniała tarocistka…. Brrrr....

Około 20-tej kolejny trzask - lecimy - w klatce koło meblościanek i złomu wielki wypasiony buras, nie sprawdzamy, czy dziki, widać, że jajeczny. Jedzie na kastrację do Sowy, przez całe miasto, bliżej nie mamy lecznicy, która przyjmie „z biegu” o tej porze.

Czekamy dalej. Ciepło, siedzimy na krawężniku przy samochodach, piwka się chce, a nie można :(. Cały czas w napięciu, każdy szelest stawia nas na baczność. Klatkę stojącą za ogrodzeniem parkingu w osi środkowej wiaty przestawiamy pod tę wiatę, na środek - cały czas wg sugestii Delfinki, która uparcie twierdzi, że kot jest w pobliżu. Klatkę ciągle odwiedzaną przez jeże ustawiamy na cegiełkach - nie wejdą.

10 września, czwartek noc - Kleks jest


Od siedzenia na twardym krawężniku nieco zdrętwiałyśmy, trochę zimno nam się robi, w końcu wrześniowa noc - idziemy połazić wkoło bloków, dalej od parkingu i klatek, może coś wypatrzymy. Stoimy na środku dziedzińca, dziwnie, niesamowicie, trochę straszno. Femka konferuje z Delfinką - kot jest, blisko klatek, ale są jakieś przeszkody, nie fizyczne, potrzebna wytrwałość. Więc w końcu mówię, że przeszkodą mogę być ja, bo nie bardzo wierzę w odnalezienie Kleksa, i jak trzeba, chętnie udam się w kierunku ciepłego łóżeczka. Dyrekcja po kolejnej telefonicznej konferencji pozwala mi zostać, pod warunkiem, że będę wytrwała i nie będę marudzić. Tyle wytrzymałam bez marudzenia, to jeszcze parę godzin dam radę.

Ziiimno… Koniec siedzenia na krawężniku, wciskamy się do samochodu, próbujemy gadać, oczy się kleją, północ mija, coraz bardziej straszno, jakieś dźwięki, to widmowe światło z parkingu…

I dalej cytuję Hydrę_pl:

„No i sobie gadamy z Annskr, a Femka krzyczy "cicho, cicho!!! Zamknijcie się!!!!!!!". A my nic. No i pytamy co się stało, a ona, że chyba słyszała trzask klatki łapki... Dodam, że miałyśmy już wcześniej (głównie ja) omamy wzrokowe i słuchowe

No ale coś tam chyba trzasnęło... mówię, że pójdę sprawdzić, jeszcze się wyzłośliwiały, że zapalić idę, a nie klatkę oglądać, no nie powiem odpaliłam sobie papieroska, a co . No i idę, w rozwiązanych butach, bo pewnie za wcześnie, albo jeż, albo coś... No i patrzę przez płot, a tam klatka pusta. No to wracam sobie spacerkiem paląc papieroska... a tu nagle......

a nic... idę i sobie palę papieroska... no i słyszę jakieś brzęczenie, trzaskanie... myśl szybsza od błyskawicy "klatką ktoś / coś rusza" to był dźwięk poruszanej klatki łapki. Jakem palący astmatyk z zerową kondycją to przyznam od lat tak szybko nie biegłam (w rozwiązanych butach)

byłam w lewym dolnym rogu, że tak powiem, a musiałam dolecieć do środka z przodu do bramy... a tam facio nie otwiera i się gapi na mnie jak cielę na malowane... i pretensje, że nie możemy tak przyłazić co chwila... To mu odwarknęłam, że coś mi klatką napie....a i muszę sprawdzić...

acha jak biegłam to Femka do mnie krzyczała co się stało, ale nawet nie pamiętam czy lub co jej powiedziałam. Część trasy przeszłam szybkim tempem, zobaczyłam pustą klatkę (3 z 4)... dalej powolutku....

No i idę. Jestem pomiędzy lewą, a środkową wiatą... Dochodzę do końca prawie (czyli tam gdzie SZAFA), luknęłam za winkla....

A tam coś białego siedzi w klatce!!!!!!!!!!!!!!! Podeszłam, zostałam osyczana, ofukana, była też próba łapoczynów, ale niestety przez klatkę się nie dało.... Ja sobie pomyślałam, mamy Cię... ale że ślepa jestem to 100% pewności nie mam. Złapałam klatkę i lecę do bramy... ja do bramy z kotem, cieciowi fuknęłam przez zęby, że mam... a tu leci Femka............ Wiecie co? Ciemno jak w d.... to lecimy do latarni.... mnie pasuje plamka na pyszczku, annskr plamka na boku i oczy.. MAMY GO. Jest jakieś 8 godzin od godziny zero. Mission Accomplished. HEH.... jak ja kocham takie osoby jak Femka i Annskr za to, że potrafią zapewnić człowiekowi rozrywkę.

a skoro popsułam Femce zabawę w opowiadanie (szczegóły jej zostawiam) to idę spać...
Delfinko - kot się złapał w klatkę przy szafie - DZIĘKUJĘ w imieniu kota



Po tym dynamicznym opisie końcówki akcji by Hydra_pl zacytuję resume Femki:

„I ja dorzucę swoje trzy grosze. Cała akcja jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że nie wolno odrzucać czegoś, czego się nie rozumie i należy ufać swojej intuicji W ostatni poniedziałek Fiona.22 zadzwoniła i opowiedziała mi swój sen o tym, jak otwiera drzwi szafy i wyciąga z niej Kleksa. Potem dość szczegółowy opis tarocistki, w którym pojawia się element pomieszczeń, cegły, gruz, stłumione światło, jakieś pomieszczenia niezamieszkane przez ludzi. Potem Delfinka ogranicza zasięg poszukiwań do 200 metrów (z całego osiedla pełnego identycznych kryjówek) i, nie mając pojęcia, co oprócz samochodów znajduje się na parkingu, każe nam jedną z klatek ustawić na wysokości środkowej wiaty, przy której znajduje się stara szafa i gruz. Jak napisała Annskr, za dużo zbiegów okoliczności. Przez cały czas coś mi mówiło, żeby trzymać się snu Fiony.22 i opisu tarocistki i bezwzględnie słuchać Delfinki. Intuicja? I ja się bałam, że wahadełko się myli. Ale Delfinka bardzo skutecznie stawiała mnie do pionu smsami, w których bez cienia wątpliwości pisała, że on tam jest, że nic mu nie jest. Dellfinko, pewnie nawet się nie spodziewasz, jaką reakcję wywołałaś wiadomością, że się boisz o Kleksa . Wszystkie trzy natychmiast nabrałyśmy nieprawdopodobnej energii, prawie rzuciłyśmy się do przewalania szafy i gruzu”.

I moje wrażenia:

„Wątpiłam trochę - bo jestem konkret, budowlaniec, cegła to cegła. A tu jedna pani w kartach widziała niezamieszkałe ruinki z niepełnym światłem, druga otwierała szafy na ruchliwej ulicy, pierwszy kot był nie ten, dopiero drugi ten, trzecia kierowała nami za pomocą sił nadprzyrodzonych - gdzie tu konkret? Sterczałam tam, bo żal kota, to co mi szkodzi posterczeć, jak już przyjechałam..

No i wyszło - wiata - niemieszkalna, ograniczone światło pod wiatą, potem nieco upiorne z jarzeniówek, kupy gruzu i złomu były, szafy wśród samochodów też, pierwszy kot nie ten…. Trochę za dużo zbiegów okoliczności jak na przypadek, coś w tym wszystkim jest. Kot złapał się po północy raczej nad ranem niż wieczorem) , co potwierdza moją teorię o wyższości łapanek wczesnoporankowych nad późnowieczornymi. 

14 września 2009 Kleksik wrócił do domu tymczasowego do Kielc - już na stałe. 
5 kwietnia 2011 wykryto u niego kocią zakaźną białaczkę. 
Kleksik odszedł 15 listopada 2012









4 komentarze:

  1. Witam mama takie pytanko jak można się skontaktować z Delfinką, która pomagała w poszukiwaniach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne tylko przez forum miau, jest tu link do tego forum. Powodzenia :)

      Usuń
    2. Dziękuję za szybką odpowiedź :)

      Usuń
  2. Delfinka - osoba, której wiele ludzi i wiele kotów tak dużo zawdzięcza, odeszła od nas 5 lutego 2015... Zostawiła straszną pustkę....

    OdpowiedzUsuń